Fanfiction- Zayn Malik

"Nikt nie zna dnia, ani godziny... "

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Ciężko i z bólem serce stwierdzam, że zawieszam bloga.Dlaczego? Cóż, ostatnio dodałam rozdział, chciałam zobaczyć kto faktycznie wchodzi i zobaczyłam 4 komentarze, z czego 2 są od moich przyjaciółek xd Nie ukrywam, że mnie to zabolało. Nie mam już dla kogo pisać, dla jednej osoby to bez sensu i założę się, że mało kto skomentuje ten post. Nie wiem, na ile. Straciłam motywację i wenę do dalszego pisania. W dodatku mam teraz szkołę (chodzę do 3 gim) więc to również odbiera mi czas na skupienie się i napisanie czegoś. Mam nadzieję, że ktoś jednak będzie tęsknił. Dziękuję Wam Wszystkim. Do kolejnego razu ♥
Tagi: Info
03.10.2013 o godz. 19:05


Z perspektywy Zayna


Leżałem obok wpatrując się na jej blade policzki. Była taka piękna i zarazem niewinna. Nie mogłem znieść faktu, że ciągle ją okłamuję. Musiałem jej powiedzieć cały secret, ale nawet wiem od czego zacząć. Kurwa- zabluźniłem w myślach, jednak to nic nie pomogło. Nic nie pomagało. Nigdy nie powrócę do tych starych czasów, nigdy….
Czułem jak uroniła się z mojego oka mała łza. Próbowała narzucić mi co właśnie czuję, bym mógł uświadomić sobie co się dzieje u mnie w środku. Przecież ona nie zrozumie… Wyciągnąłem małą kartkę z tylniej kieszeni i spojrzałem na blondynkę o niebieskich oczach. Zerknąłem jeszcze raz na królewnę leżącą obok mnie. Jaka ona cholernie podobna- pomyślałem. Wzdrygnąłem kiedy się poruszyła, po chwili otworzyła swoje duże oczy, odsłaniając błękitne tęczówki. Uśmiechnąłem się do niej, gdy przetarła je i przeciągnęła się
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?- zapytała rozglądając się po pokoju.
-U mnie, albo dokładniej u mojego kolegi domu- wyjaśniłem. Byłem tu całkowicie bezpieczny, dlatego tu ją przyprowadziłem. Zaśmiałem się gdy spojrzała zawstydzona pod kołdrę, mając wątpliwości do swojej pamięci.
-Nie spaliśmy razem, położyliśmy się od razu w ubraniach- sprostowałem nadal się szczerząc. Dawno nie uśmiechałem się.
-Kto to?- zapytała pokazując niepewnie na kartkę. Zesztywniałem kiedy wskazała zdjęcie. Od razu je złożyłem i z powrotem je schowałem. Czułem jak serce coraz bardziej daje znać o sobie.
-Yyy… ktoś bardzo ważny- odpowiedziałem schylając głowę. Opierałem się nadal na łokciu, chwilę później podniosłem się nie patrząc na nią. Bałem się jej reakcji, chciałem ominąć jak najwięcej pytań.
-To znaczy?- szlag. Czy musi być taka dociekliwa? Wziąłem głębszy oddech i dałem się na odwagę, patrząc na nią.
-Ktoś… kiedyś Ci powiem, ale ona… namieszała sporo w moim życiu- rzekłem szorstko, by odczepiła się od tego tematu. Ona jedynie zmarszczyła brwi i podniosła się. Po chwili stała przede mną patrząc mi prosto w oczy
-Zayn… jeśli coś się dzieje, proszę powiedz mi… mam być zazdrosna?- spytała uśmiechając się łobuzersko.
-Oh… Zoe, Zoe…- odwzajemniłem, pokazując szeroki rząd białych zębów. Złapałem ją za biodra, a ona rękami oplotła mój kark. Patrzyliśmy na siebie jeszcze przez jakiś czas. Przeniosłem wzrok na jej piękne malinowe usta. Przygryzła seksownie wargę. Nie mogłem jej się oprzeć i pocałowałem ją mocno. Oby nie widziała, że płakałem… Byliśmy tym razem powolni, namiętni i czuli. Coraz szybciej oddychała, ze mną działo się podobnie. Serce domagało się złączyć z jej. Przyparłem ją do ściany, przyciskając lekko biodrami. Starałem się opanować, wiedziałem, że ona ma zupełnie inny charakter. Ona była delikatna, krucha i przede wszystkim wstydliwa oraz rozważna. Moja ręka obejmowała całą jej. Splotła palce z moimi. Pragnąłem jej, chciałem by ona zapamiętała swój pierwszy raz. Przerwaliśmy pocałunek kiedy usłyszeliśmy jak ktoś otwiera drzwi od mieszkania. Zamarłem.

Z perspektywy Zoe


Z każdą sekundą chciałam go doznać. Jedno pytanie chodziło mi po głowie, czy może rozpoznać, że nie jestem dziewicą? Automatycznie gdy usłyszeliśmy przekręcający się zamek, oderwaliśmy się. Zaklęłam w myślach, miałam okazję się z nim kochać. Zza drzwi wyłonił się jego kolega. Zayn od razu podszedł do niego
-Już przyszedłeś?- zapytał mężczyzna, z którym prawie się przespałam
-Gdyby ktoś nas nie wsypnął byłbym dłużej…- mruknął pod nosem. Zayn spojrzał się na mnie marszcząc brwi, a ja szybko konkretnym gestem przekazałam mu, że to nie ja. Przecież, nie zdążyłam się połączyć z nimi bo on mi zabronił.
-Wpadliście?- spytał zakłopotany.
-Nie… uciekliśmy, ale ktoś chyba zobaczył Drew jak leżał pobity. Ludzie gadają, że to wy bo widzieli Was jak biegliście.
Przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że będą kłopoty.
-A tak przy okazji widzę, że znalazłeś miłość swojego życia. A ty przypadkiem nie w grobie?- zapytał wysoki blondyn, a ja ze zdziwieniem spojrzałam na bruneta.
-Powiedziałeś, że umarłam?- wydusiłam.
-Wow- zakrztusił się mężczyzna przy drzwiach.
-To długa historia- sprostowałem
Poczułam jak Zayn gwałtownie ciągnie mnie za nadgarstek. Spojrzałam mu prosto w oczy.
-Zayn…. Oni nas znajdą- powiedziałam z zakłopotaniem. Spletliśmy swoje palce, którymi się nerwowo bawiłam.
-Wszystko będzie dobrze. Ale…- przerwał przeszywając mnie wzrokiem
-Ale?- powiedziałam z kpiną. Chciałam by czuł to co ja, byśmy dzielili się wszystkim
-Zoe, musimy chyba uciec- rzekł boląco
-Co?!- zapytałam
Kiedy usłyszeliśmy jak ktoś puka, od razu równocześnie spojrzeliśmy na korytarz. Weszliśmy do innego pokoju. Przyjaciel Zayna otworzył a my usłyszeliśmy jedno słowo, które echem odbijało się w mojej głowie- policja. Czułam jak adrenalina buzuje w moich żyłach. Ponownie nabraliśmy kontakt wzrokowy. Chłopak pociągnął mnie w kierunku balkonu. Spojrzałam w dół
-Chyba sobie żartujesz- powiedziałam przecząco ruszać głową.
-Tam jest drabina, spokojnie zjedziemy- próbował dodać mi otuchy, jednak to ani odrobinę mi nie pomogło. Wziął moją rękę i pomógł mi stanąć na szczeblu. Wzięłam głęboki wdech i po chwili wydech. Nie miałam zamiaru patrzeć w dół. Powoli schodziłam. Widziałam nad sobą Zayna, albo raczej jego tyłek- sexy tyłek. Gwałtownie stanęłam jak usłyszałam gdy ktoś krzyczał stać. Serce waliło mi jak oszalałe. Spojrzałam w górę, a tam dwóch funkcjonariuszy patrzących na nas.
-Nie bój się, idź dalej- powiedział spokojnie Zayn, a ja zaczęłam schodzić dalej. Odetchnęłam z ulgą kiedy dotknęłam gruntu.
Biegliśmy między budynkami, cała ta sytuacja zmuszała mnie do płaczu. Pojedyncze łzy uciekały lecąc po moich policzkach. Dlaczego…. Zawsze coś.
-Zayn! Nie mam już siły- powiedziałam nerwowo zasysając powietrze. Stanęłam opierając się o ścianę kamienicy.
-Spokojnie, tutaj nie powinni nas znaleźć- zaczął zbierać kosmyki włosów opadające mi na twarz
-Kurwa Zayn, co tu się do cholery dzieje?! Policja po nas przyszła! To nie jest normalne!- mówiłam głośno, a on jedynie mnie uspokajał. Oddychałam bardzo płytko. Klatka unosiła się szybko, jakby nie znała umiaru i chciała coraz więcej.
-Kocham Cię- powiedział krótko i mocno mnie pocałował. Wargami muskał o moje, rozchylając je wsunął delikatnie język i walczył o dominujące miejsce. Nie sądziłam, jednak to pomogło mi się opanować. Splotłam ręce na jego karku. Niestety gdy nabrałam na niego ochoty on odsunął się i spojrzał w bok, jakby coś usłyszał.
-Musimy iść- stwierdził i pociągnął mnie za rękaw.
Po długiej „wędrówce” doszliśmy do jakiegoś starego domku poza miastem
-Kto tu mieszka?- zapytałam obserwując owy budynek.
-Czasami ja- mruknął.
Chata była stara, wręcz rozpadająca się. Z drugiej strony ogromna. Od razu przypomniały mi się stare horrory w nawiedzonych parcelach. Weszliśmy do środka bez problemu, typowy trik czyli klucze pod donicą. W środku dom był bardzo zadbany, nie umywał się do wyglądu zewnętrznego. Wchodziłam do każdego pokoju, były schludne i jasne, w każdym oknie były zasłonięte zasłony co mnie odrobinę zdziwiło. W końcu weszłam do sypialni. Duże łóżko pościelone aksamitną pościelą. Czasami on? To mieszkanie wygląda jakby ktoś dbał o niego dzień w dzień. Miałam już iść, odwróciłam się i wpadłam prosto na wysokiego bruneta. Spojrzałam w jego ciemne oczy, uśmiechnął się i czule mnie pocałował. Byliśmy sami, bez żadnych przeszkód mogliśmy robić co nam się żywnie podobało. Przycisnął mnie lekko biodrami do ściany. Dłońmi objął moje policzki i namiętnie tańczyliśmy językami. Lekko mruknął gdy pociągnęłam go za bluzkę by mógł być jeszcze bliżej. Nasze oddechy równo przyspieszały jakby ścigały się w maratonie. Kiedy mnie delikatnie podniósł oplotłam jego biodra nogami. Nosił mnie na rękach nie odrywając ust od moich. Po chwili opadliśmy na ogromne, wygodne łóżko. Pragnęłam go, przygryzłam lekko jego wargę na co on jęknął w moje usta. Delikatnie się o mnie otarł. Nie chciałam się hamować. Zdjęłam łapczywie jego bluzkę, na co on się pozbył mojej. Myślałam, że się zabije kiedy przerwał by spojrzeć mi w oczy, jakby to było najważniejsze. W takim momencie, gdy byłam rozpalona.
-Kurwa, jak ja Cię kocham- szepnął mi. Po chwili zrozumiałam, że on jest dla mnie najważniejszy. Nie liczyło się czy policja nas szuka, chciałam go tu i teraz. Widziałam jak się wzruszył mówiąc mi to.
-Błagam, pocałuj mnie- urwałam. Po chwili szybko pocałował mnie jak najmocniej potrafił.
-Ja Ciebie też- powiedziałam między całusami. W pokoju było ciemno, jednak na tyle widno bym mogła zobaczyć jego szerokie barki, które dosłownie mnie przykrywały i jednocześnie ochraniały. Zaczęłam rozpinać rozporek, a on znowu spojrzał na mnie. Dyszałam, spragniona jego.
-Na pewno tego chcesz?- zapytał ostrożnie. Wiedziałam, że chciał czekać na ten właściwy moment, ale ja nie potrafiłam oprzeć się pokusie.
-Tak- wydusiłam.

Od autorki: Wiem, że w każdym rozdziale przepraszam, ale niestety zaczęła się szkoła a ja mam teraz 3 klasę gimnazjum. Będę starała się wbić w rytm i normalnie zacząć dodawać rozdziały ;) Mam nadzieję, że się podoba. I z góry przepraszam, że nie powiadamiam o nowych częściach. Po prostu nie mam czasu i chcę zobaczyć czy jest sens jeszcze by pisać dalej. Bardzo dziękuję, że w tym czasie gdy mnie nie było wy nadal wchodzicie do mnie.Postaram się ogarnąć wiadomości od Was ;) Dziękuję również za komentarze i wgl za to że jesteście <3 Postaram się jeszcze w weekend dodać kolejny, bo skończyłam w trochę chamskim stylu ;P
~Pozdrawiam, Paulina~
Tagi: Rozdział 9
11.09.2013 o godz. 20:51

Z perspektywy Zoe


-Zayn!- krzyknęłam gdy był już daleko ode mnie. Spojrzałam do tyłu, on nadal tam leżał. Sam. Bezbronny. Stanęłam przyglądając się mu. Po raz kolejny poczułam łzę która ubrała ścieżkę ku brodzie. Moje serce rozdzierało się na pół. Kochałam go jak i chłopaka, który pół martwy leżał na schodach. Co miałam zrobić? Zacisnęłam powieki i wyjęłam z kieszeni telefon. Ręce trzęsły mi się tak ostatnio gdy pokłóciłam się z Zayn’em.
-Co ty robisz do cholery?!- krzyknął, a ja podskoczyłam przez jego ton. Odwróciłam się a on szedł pewnym krokiem w moją stronę. Automatycznie cofnęłam się o jeden krok.
-Muszę wezwać pomoc chociaż…- powiedziałam drżącym głosem- Przecież nie możemy go tak zostawić!- ciągnęłam dalej, jednak jego wyraz twarzy okazał się pusty, nic nie znaczący.
-Jak zadzwonisz to wsypniesz wszystkich, którzy właśnie się bawią w środku. Tam są narkotyki, aresztują twoich przyjaciół!- krzyknął ponownie, a ja wzdrygnęłam gdy złapał mnie za rękę. Upuściłam telefon, którego już nie podniosłam tylko podążyłam za wysokim brunetem w skórzanej kurtce. Nie poznawałam go, patrzyłam bolącym wzrokiem na niego, a on tylko szedł i ciągnął mnie za rękę. Co on ze mną zrobił? Albo co on ze sobą zrobił… ćpa, pali? Gdybym była parę miesięcy temu i ktoś powiedział, że to mój chłopak nigdy bym nie chciała z nim być. Od małego trzymam się od takich mężczyzn z daleka. No, ale w końcu sama sięgnęłam po narkotyki. Nie poznawałam… nas. Poczułam większy ucisk, jęknęłam z bólu i zwolniłam. Skuliłam się w pół gdy on stanął.
-Puść, to boli!- krzyknęłam tym razem ja. Spojrzałam mu w oczy. Były ciemne, zimne i co najbardziej bolało- tajemnicze. Nie mogłam z nich nic wyczytać. Posłuchał się i ustąpił ucisk. W tym samym czasie, wykorzystałam chwilę i zaczęłam uciekać. Serce zaczęło mi walić gdy za sobą usłyszałam przekleństwa. Skręciłam gwałtownie w lewo i schowałam się za budynkiem. Przyległam do ściany i zakryłam ręką usta, by nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Usłyszałam jak idzie w tą samą stronę. Zamknęłam oczy. Co z nim kurwa się stało?! Próbowałam powstrzymać łzy, ale ból był zbyt duży. Zaczęłam rozmyślać, że lepiej sobie radziłam gdy jego nie było. Klatka piersiowa szybko podnosiła się i opadała pompując powietrze do płuc. Podniosłam głowę i otworzyłam powieki.
-Mam cię- złapał mnie za rękę. Zaczęłam się cała trząść. Znowu ta sama sytuacja. Niebezpieczny mężczyzna przyparł mnie do ściany. Modliłam się w duchu by uniknąć jakiejkolwiek kary.
-Czemu płaczesz?- przekręcił głowę i zmarszczył brwi. Nie mogłam zwolnić oddechu, ciągle z trudem łapałam powietrze nie mogąc niż wydusić. Opuściłam wzrok na dół patrząc jaki jest między nami dystans. Uspokoiłam się trochę, jednak nadal nie mogłam ogarnąć swojego zdenerwowania.
-Ja… - urwałam. Nie mogłam tego powiedzieć. Coraz więcej łez cisnęło mi się w oczy.
-Ty… - powiedział cieplej niż wcześniej. Ze zdziwienia na zmianę tonu podniosłam głowę. Jak on to robi? Że jego tęczówki automatycznie się zmieniają z nastrojem. Wpuściłam więcej powietrza i na jednym wdechu powiedziałam
-…Nie poznaję cię, jesteś inny niż przedtem- ponownie opuściłam wzrok. Nie chciałam patrzeć znowu w jego oczy, które doskonale wiedziałam, że mnie okłamują. On za to rozejrzał się i wziął głęboko powietrze.
-Nie zmieniłem się… to ty sprawiłaś, że cię pokochałem- szepnął do mojego ucha. Zamknęłam oczy i zaczęłam zastanawiać się w tym momencie co mam zrobić. Uśmiechnął się szczeniacko.
-Wiem, że mi się nie oprzesz- powiedział cicho po czym ręką podniósł mój podbródek bym spojrzała mu w oczy. Wziął drugą ręką otulił mój policzek i namiętnie złożył na moich ustach rozkoszny pocałunek nie mogłam się oprzeć jednak wiedziałam, że nie mogę dać mu się omotać. Odepchnęłam go lekko ręką i zajrzałam mu w oczy.
-Ja muszę tam wrócić- powiedziałam ostro. Przystojniak oblizał usta i spoważniał.
-Po cholerę chcesz ratować tego gnoja?!- zmarszczył brwi. A ja spojrzałam na niego krzywo. Gnoja?! A on kim jest zostawiając mnie po tym jak prawie zginęłam.
-Bo go kocham!- wypaliłam. Zlękłam się na samą myśl jak może zareagować. Nie powinnam mu tego tak w Prost mówić. Myślałam, że uderzy w coś lub zrobi coś głupiego, a wbrew temu spojrzał na mnie z bólem. Widziałam łzy w jego oczach. Musiało go to zaboleć. To chyba był jego słaby punkt, który nieświadomie naruszyłam…

Z perspektywy Zayna


Czułem jak serce ponownie się rozdwaja. Te słowa były jedynymi, które dosłownie mnie mogły rozbroić. Przed oczami stanęła mi Jess, która identycznie mnie potraktowała. Kochałem ją i ona mnie, ale wystarczyła chwila mojej nieobecności a ta szalała za kim innym. Patrzyłem nadal na nią obserwując jej ruchy. Opuściła smutno głowę widząc jaki ból zadała mi tym zdaniem. Cofnąłem się z niedowierzaniem. W kółko słyszałem to jedno zdanie „Bo go kocham”.
-Zayn… ja… przepraszam- powiedziała zawstydzona. Wiedziałem, że żałuje tych słów, ale nie mogłem tu stać i patrzeć jak ona chce tam wrócić. Obróciłem się i zacząłem biec, kolejny raz się rozdzielamy. Czemu akurat ona? Dlaczego ją spotkałem i właśnie w niej się zakochałem. To tak boli…

Z perspektywy Zoe


Uciekł? Tak po prostu uciekł? Stałam jak wryta patrząc jak odchodzi po raz kolejny z mojego życia. Obejrzałam się i widziałam jak wokół Drew zebrali się ludzie. Powróciłam wzrokiem na Zayna i uświadomiłam sobie, że nie mogę mu na to pozwolić. Ruszyłam jak najszybciej w jego stronę. Był taki szybki. Z trudem zmniejszałam dystans między nami. Było ciemno i ledwo co go widziałam, serce chciało wydostać się i szybko biec do niego, jakby było bardziej wytrzymałe. Łzy spływały mi po Polikach coraz szybciej. Nigdy nie sądziłam, że ktoś mnie aż tak zaczaruje. Nie wiem co w nim widzę… może to, że jest taki tajemniczy mnie jeszcze bardziej zachęca?
-Zayn!- krzyknęłam z całych sił gdy nie mogłam już szybko biec. Chłopak się odwrócił i po jego twarzy widać zdziwienie. Stanęliśmy obydwoje. Oddychałam szybko by złapać trochę powietrza. Czułam się osłabiona i zaczęło mi się kręcić w głowie. Zachwiałam się lekko zginając w pół. Czułam jak lecę na ziemię, a po chwili w czyjś ramionach.

***



-Zoe?!- usłyszałam głuchy krzyk mężczyzny. Otworzyłam słabo powieki i po chwili mogłam dostrzec Zayna, pochylającego się nade mną. Zachłysnęłam się powietrzem na skutek czego zaczęłam kasłać. Pochyliłam się do przodu.
-W porządku?- zapytał a ja nie odpowiedziałam. Zamiast tego zaczęłam się rozglądać dookoła. Było ciemno, musiałam zemdleć…
-Gdzie jestem?- zapytałam osłabiona. Jeszcze raz zakasłałam i złapałam głęboki wdech po czym wypuściłam powietrze.
-Przy jakiejś kamienicy, zemdlałaś więc nie mogłem zostawić cię w takim stanie- powiedział. Kciukiem masował delikatnie moje czoło, a ja nadal obserwowałam przestrzeń. Było nadal ciemno
-Która godzina?- zapytałam nadal patrząc na budynki.
-Około drugiej, a co?- odpowiedział zadając kolejne pytanie, wpatrując się we mnie. Przygryzłam wargę rozmyślając nad tym coś się dzisiaj wydarzyło. Co z Drew? Czy zdążył już umrzeć? Kurwa…. Co tu się dzieje… Podparłam się ramionami i wstałam. Zaczęłam otrzepywać brud ze spodni.
-Co ty robisz?- zapytał.
-Nie mogę z tobą być dłużej, za wiele się stało przez ciebie- opowiedziałam stanowczo.
-Chcesz ode mnie odejść?!- podniósł ton, którego tak bardzo nie lubiłam. Spojrzałam na niego złowrogo.
-Nie udawaj idioty, dobrze wiesz co zrobiłeś. Palisz… bierzesz narkotyki? Nie takiego Zayna znałam wcześniej… - zamilkłam i spuściłam głowę. Stałam tak dobre kilkanaście sekund, aż poczułam jak łapie mnie za brodę i unosi lekko głowę.
-Przepraszam. – odpowiedział krótko. Dostrzegłam jak jego oczy napełniają się łzami. Czy to co powiedziałam, go ruszyło? Miałam ogromną ochotę go pocałować. Bolało mnie to, że nienawidzę go jednak go kocham. Zbliżyłam się by dać mu znać jaki mam zamiar, jednak on odsunął głowę schylając lekko w dół. Zmarszczyłam brwi.
-Nie mogę… najwyraźniej za bardzo cię skrzywdziłem- odrzekł. Staliśmy w ciszy. Kogo ja oszukuje? Przecież, ja go kocham. Nie ważne jaki jest. Gdyby ponownie odszedł, nie wybaczyłabym sobie i o wiele skuteczniej bym skończyła to wszystko. Kolejne rozstanie byłoby bardziej bolesne
-Zayn…- jego imię wydobyło się nie pożądanie z moich ust. Spojrzał mi głęboko w oczy. Odwzajemniłam spojrzenie i jak na automat, uroniłam łzę. Podeszłam do niego tak blisko, że oparłam głowę o ramię.
-Ja nie mogę Cię stracić, nie po raz kolejny… - zaczęłam na jednym wdechu uwalniając więcej łez- tym razem nie wybaczyłabym sobie tego, rozumiesz? Nie ważne jaki jesteś, uświadomiłam sobie, że…. Ja i tak cię cholernie kocham. Nie mogę bez Ciebie, żyć i gdy się odsuwamy od siebie… to jeszcze bardziej boli… Ciebie naprawdę kocham, tylko Ciebie… - w tym momencie urwałam dławiąc się własnymi łzami. Znowu miałam atak, trzęsłam się i było mi zimno. Chłopak otulił mnie ramionami i również oparł głowę na moim ramieniu.
-Zoe…- szepnął a ja cofnęłam się delikatnie byśmy spojrzeli sobie w oczy
-Błagam Cię… po prostu mnie pocałuj.
Stałam przed wysokim brunetem, zmarznięta. Jemu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Kochał mnie. Znaliśmy się miesiąc, ale i tak nasza więź wyglądała na wiele starszą. Tyle razem przez ten czas przeszliśmy… a mimo tego coraz bardziej się pragniemy. Mężczyzna oplótł moje mokre policzki, bez słowa. Spojrzał na moje oczy jakby wyszukiwał czy mówię prawdę. Nie bałam się, wiedziałam że i tak nie zrobi mi krzywdy nie zważając na przeszłość. Mógłby być najgorszym chłopakiem na świecie, ale i tak bym go kochała całym sercem. Po chwili przysunął swoje ciepłe wargi i dotknął nimi moich. Lekko je zacieśnił i rozchylił. Czułam się jak marionetka, a moim przewodnikiem jest on- przystojny, tajemniczy, seksowny i kochany przeze mnie mężczyzna. Nie przeszkadzało mi to, wręcz uwielbiałam gdy on miał przewagę. Mogłam mu zaufać… po paru sekundach nasze języki się ocierały. Czule krążył, nie spieszył się. Obydwoje, rozkoszowaliśmy się tą chwilą. Rękami oplotłam jego kark, a on jedną ręką okrył moją talię a drugą wciąż ochraniał mój policzek. Na naszych wargach rozeszła się zimna, słona łza. Wciąż płakałam, jednak nie wiedziałam dlaczego...

Kiedy jedno serce pokocha inne, zaczynają stanowić jedno. Nie wolno ich pod żadnym warunkiem rozdzielać. Jeśli jednak tak się stanie, prędzej czy później ich drogi ponownie się zejdą. Chociaż, że to boli i tak uczucia są silniejsze. To nazywa się prawdziwa miłość, której nawet Bóg nie będzie w stanie powstrzymać…


Od autorki: Tym razem nie było wierszyka :P Przepraszam, że tak długo musieliście czekać i w dodatku jest krótki, ale ostatnio wyjeżdżałam lub mi coś wypadało... ostatnio nie mam weny, ale bardzo dziękuję za wspierające mnie komentarze. A przede wszystkim za to, że bez powiadamiania sami weszliście i przeczytaliście. Nie powiadomiłam wtedy bo nie wiedziałam, czy mam kogoś kto "wiernie" odwiedza mój blog. Strasznie Wam za to dziękuję i postaram się częściej dodawać rozdziały ♥
P.S Mam nowego twittera bo do poprzedniego zgubiłam hasło i wszystkie konta, które obserwowałam, straciłam. Jak bd komentować to podajcie mi swojego twittera (to mój- https://twitter.com/Cantenss) Zaobserwuję Was ;)
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie ♥



Tagi: rozdział 8
26.08.2013 o godz. 19:02

Z perspektywy Zoe

Siedziałam na chłodnych kafelkach zastanawiając się nad moim życiem. To są najgorsze wakacje jakie mogłam mieć. Podsumowując: zostałam prawie zgwałcona przez napaleńca na dyskotece, zakochałam się w chłopaku przez którego prawie umarłam i teraz puściłam się by zapomnieć o nim czego konsekwencjami może być dziecko. Mogłabym napisać książkę o wszystkich moich przeżyciach, ale nie dam sobie rady. Oparłam się o wannę. Schyliłam głowę w dół i dałam łzom spłynąć po policzkach. Jestem najgłupszą dziwką na świecie. Schowałam twarz w ręce jeszcze bardziej płacząc. Usłyszałam nagle pukanie do drzwi.
-W porządku?!- krzyknął Drew, jednak nie byłam w stanie cokolwiek wydusić. Jego głos wywołał u mnie jeszcze większe emocje. Nie wiedziałam z kim mam teraz być… Wstałam i stanęłam przy drzwiach. Czułam że muszę mu powiedzieć. Westchnęłam głęboko i przekręciłam zamek. Chłopak spanikowany wpadł do łazienki natykając się na mnie. Zamurował go mój widok. Cała czerwona, zapłakana.
-Co się stało?- powiedział łapiąc mnie za ramiona. Jego dotyk wywołał dreszcz na mojej skórze. Schyliłam głowę. Wstydziłam się mu cokolwiek powiedzieć, z resztą jak miałam mu to przekazać?
-Powiedz mi- rzekł delikatnie. Jego ciepły głos dodał mi trochę otuchy, ale nie zmieniło to faktu, że się wstydziłam.
Usiadłam na wannie.
-Błagam Cię wyjdź stąd…- wyszeptałam nadal mając głowę skierowaną w dół.
-Ale proszę nie zamykaj się…- powiedział cicho i wyszedł. Posłuchałam się i przymknęłam drzwi. Wypłukałam kilka razy usta pozbywając się bakterii. Wzięłam kilka gum do żucia. Ubrałam się i poprawiłam fryzurę. Zastałam na moment spoglądając na brzuch. Podwinęłam materiał bluzki i odkryłam nagi kawałek ciała. Pomasowałam lekko ręką. Nie chciałam dziecka… nie w tym wieku. Chciałam iść na studia i normalnie prowadzić życie według własnych reguł. Szybko odwinęłam bluzkę kiedy usłyszałam jak wszedł.
-Oh… przepraszam- cofnął się
-N…nic już nie robię- opowiedziałam spokojniej. Moje serce było kompletnie załamane.
-Chodź bo już nas wołają- powiedział i wyszedł. Złapałam się ostatni raz za brzuch i ruszyłam w tym samym kierunku, zabierając swoje rzeczy. Przed naszym pokojem zebrała się cała paczka. Uśmiechnęłam się gdy wszyscy wykrzyczeli moje imię.
-Ja już zapłaciłem, wystarczy że oddamy klucze i możemy już iść. Co najpierw robimy?- powiadomił nas Joe. W sumie to on był naszym przewodnikiem i to on wszystko załatwiał.
-Dwie osoby pójdą do sklepu i kupią coś na śniadanie, a reszta będzie rozkładać namioty- odpowiedziała Lilly
Wszyscy pokiwaliśmy głową. Modliłam się bym nie musiała iść z Drew… wtedy rozmowa byłaby nieunikniona.
-No to Zoe i Drew niech pójdą po coś do jedzenia. Potem wam oddamy- zaproponował, albo raczej narzucił Joe. Zaklęłam w myślach. Czy cały świat jest przeciwko mnie? Miałam już tych wakacji serdecznie dość.

***


-Tylko nic nie zróbcie!- krzyknęła śmiejąc się Haile. Odwzajemniłam niechętnie uśmiech i ruszyliśmy. Zapadła niezręczna cisza. Szukaliśmy jakiegokolwiek sklepu by kupić podstawowe składniki. W końcu pojawił się jakiś spożywczak. Zrobiliśmy zakupy i wracaliśmy do naszego obozowiska. Rozmyślałam jak dobrać odpowiednio słowa, ale wytrącił mnie głos Drew
-Powiesz mi co się stało? Cały dzień jesteś jakaś nieobecna- rzekł szorstko przystojniak. Nie jedna się za nim oglądała, fakt… był uroczy. Ale problemem w tej chwili było to, że nie miałam pojęcia jak mu to opowiedzieć. Stanęłam, on się obrócił marszcząc brwi. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na wodę
-Możemy iść plażą?- zapytałam, a on kiwnął głową. Zmieniliśmy kierunek. Zdjęliśmy buty i jak idioci z torbami szliśmy po piachu. Zimny wiatr zaczął wchodzić mi pod bluzkę co wywołało u mnie dreszcze.
-Więc…?- ciągnął dalej rozmowę. Uniknięcie niezręcznej odpowiedzi było wręcz niemożliwe. Nie chciałam mu od razu przekazać, że jestem dziwką… musiałam jakoś wybrnąć z sytuacji.
-Pamiętasz jak powiedziałeś, że przespałeś się z jakąś babką?- zapytałam drżącym głosem. Bałam się, bałam się że nie zrozumie mnie i uzna za debilkę. Nie mogłam mu powiedzieć całej prawdy.
-Yhym…- kiwnął głową. Zamknęłam oczy i wzięłam wdech, po czym je otworzyłam i wypuściłam z siebie powietrze.
-To byłam ja- odpowiedziałam. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, po czym wypadły mu z rąk reklamówki. Zatrzymaliśmy się.
-Chwila… ja przespałem się z Tobą?!- zapytał jakby się trochę wystraszył. Skinęłam głową po czym ją spuściłam. Czułam jak policzki zalewają się różem. To nie była najbardziej komfortowa chwila, a wręcz przeciwnie.
-Byliśmy pijani i… ja to pamiętam- powiedziałam dalej. Po bladych policzkach spłynęły mi łzy. Jestem chyba największą ofiarą losu- Przepraszam…- wydusiłam przez łzy, które cisnęły mi się do oczu. Chłopak przytulił mnie mocno.
-Nie masz za co… Zoe, podobasz mi się od kiedy Cię poznałem. Żałuję… że nie mogłem cię poczuć tamtej chwili- powiedział słodko, a ja się rozpłakałam w jego ramionach.
-Ale ty nic nie rozumiesz! Nie zabezpieczaliśmy się… i…- urwałam, te słowa zatrzymały mi się w gardle. Przystojniak odsunął się na parę minimetrów by spojrzeć mi w oczy.
-I…?
-My… my możemy mieć dziecko…- Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Drew stanął zamurowany. Zbladł… przeraziło go to, że może mieć dziecko, a nawet nie pamięta kiedy.
-Jesteś pewna?- spytał marszcząc brwi.
-Nie, ale rano wymiotowałam. Dlatego nie chciałam, byś wchodził do łazienki… ja… ja nie poradzę sobie. Drew proszę pomóż mi- powiedziałam niemalże błagalnym głosem.
-Chodź… musimy kupić test. Ja muszę mieć 100% pewność…- zabrał torby i pociągnął mnie.
-Drew…- szepnęłam, a on się obrócił. Otarłam łzy, nigdy bym nie pomyślała jaką rolę odegra on w moim życiu. Chciałam być przy nim, ale nie wiedziałam co z Zaynem, czy dam radę o nim zapomnieć?
-Obiecaj, że będziesz przy mnie…- przesunęłam rękawem po policzku, by wytrzeć nowe łzy, które ciągle leciały.
Chłopak podszedł do mnie i czule mnie pocałował. Nigdy wcześniej się tak nie czułam… był delikatny, jakby nie chciał mnie w najmniejszym stopniu skrzywdzić.
-Póki będę żył, zawszę będę Cię bronił… -wyszeptał mi do ucha. Poczułam się bezpiecznie. Jego ramiona otuliły moją talię, po czym ponownie mnie pocałował- Chodź- pociągnął mnie za rękę i szliśmy w stronę apteki. Stanęłam przed budynkiem, chłopak odwrócił się marszcząc brwi.
-Ja.. ja nie wiem czy dam radę. A co jeśli…- powiedziałam drżącym głosem, po czym złapał mnie za rękę przyciągając do siebie
-Musimy się dowiedzieć…- uśmiechnął się dodając mi otuchy.
Kupiliśmy dwa testy na wszelki wypadek. Dzięki bogu było można je robić po 12 godz. Po stosunku. Wyszliśmy, trzymałam w ręku małą torebkę z dwoma pudełkami. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam się na Drew. Modliłam się w myślach by test był negatywny.
-Gdzie jest tu toaleta…- zapytałam samą siebie. Rozejrzałam się i spostrzegłam sklep, a obok płatna ubikacja.
Wygrzebałam drobne i zapłaciłam kobiecie, po czym poszłam do jednej z kabin.
Czekałam, aż coś pokaże się na małym prostokącie. W końcu spostrzegłam jedną wyraźną kreskę przy literce C. Zaczęłam szukać instrukcji. Ręce trzęsły mi się jak oszalałe, a serce dosłownie chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Wzięłam głęboki wdech i wydech po czym szczegółowo przeczytałam instrukcję.
„Aby test okazał się pozytywny, na polu obok literki „C” powinny się pokazać 2 kreski. Jedna oznacza brak zajścia w ciążę…” Odetchnęłam z ulgą. Brzuch momentalnie przestał boleć z nerw. Dziękowałam pod nosem bogu, chociaż nie specjalnie wierzyłam w niego. Dla pewności sięgnęłam po drugi test. Oba wykazywały to samo. Pozbierałam rzeczy i wyrzuciłam niepotrzebne rzeczy. Z zadowoleniem wyszłam na zewnątrz.
-I…?- zapytał zdenerwowany Drew. Po tym wszystkim poczułam się starzej… wszystko się zmieniło.
-Nie jestem w ciąży!- rzuciłam się chłopakowi w ramiona. Śmialiśmy się obydwoje. Czułam się w jego ramionach szczęśliwa i bezpieczna. Zapomniałam o Zaynie, chociaż każda myśl o nim przywoływała ciarki. Odchyliłam się by spojrzeć na przystojniaka. Prezentował się idealnie. Poczułam motyle w brzuchu. Czy go kocham? Nie miałam co do tego wątpliwości.

Z perspektywy Zayna


Siedziałem na kanapie. Dym plątał się po pokoju. Ledwo widziałem Chrisa i innych kolesi, którzy chętnie chodzili z nami się rozluźnić. Moja rutyna zeszła do najniższego poziomu. Codzienne palenie i ćpanie było normalką. Miałem w ten sposób wszystko za sobą. Wszystko zapominałem za pomocą jednego zaciągnięcia fajki.
-Idziemy dziś na imprezę przy plaży?- wyrwał Chris. Kiwnąłem z uśmieszkiem. Impreza to był najlepszy pomysł na nudę. Każdy wieczór był wolny, więc czemu by nie?
-Będzie niezły melanż- zaśmiał się jeden z kolesi. Wszyscy zaczęliśmy śmiać się bez powodu.
-Ale tak na poważnie, Zayn musisz Se kogoś znaleźć. Nie jedna laska na ciebie poleci, musisz którąś wybrać- spoważniał Chris zaciągając się kolejny raz. Wpakowałem się w gówno, dzięki któremu zapomniałem o Zoe, jednak po tym wszystkim postanowiłem na razie się z nikim nie związywać. On tego nie rozumiał. Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Przesunąłem kciukiem zapięcie i odsłoniłem jej zdjęcie. Spojrzałem na nie i automatycznie czułem jak serce mi staje. Nie wiedziała o tym zdjęciu, zrobiłem jej jak się spotkaliśmy, a gdy umarła wydrukowałem je na pamiątkę. Nie rozumiałem jednego… dlaczego ja nadal ją tak mocno kocham? Czemu nie mogę zapełnić tej pustki? Wsunąłem dwa palce pod plastik i wyciągnąłem mały kwadratowy papierek. Spojrzałem na nie ostatni raz i zgniotłem w kulkę. Z napływu żalu rzuciłem nim w Chrisa. Czułem jak spływa mi jedna samotna łza.
-Masz… nikt nie zastąpi jej miejsca- powiedziałem sycząc przez zęby. Nie mogłem pogodzić się z myślą, że nigdy jej nie zobaczę. Wysoki chłopak złapał małą papierową kulkę i wyprostował. Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.
-Radzę ci się ogarnąć, nie możesz wiecznie nią żyć- odparł. Nie mogłem tam dłużej siedzieć. Wszyscy obserwowali naszą wymianę zdań.
-Spierdalaj- odpowiedziałem i wstałem. Zacząłem zmierzać w kierunku wyjścia. Minąłem ochroniarza i przeszedłem przez stalowe drzwi. Zamach Świerzego powietrza wbił się w moje nozdrza. Wziąłem głęboki wdech i oparłem się o barierkę. Usłyszałem jak otwierają się drzwi , odwróciłem się. Za mną stał Chris.
-Dobra bez spiny, nie chciałem cię urazić czy coś. Chodź mam dobry towar- poklepał mnie po plecach i wrócił do środka. Nie wiedziałem czy chcę tam wrócić i zatracić smutek w narkotyku. Schowałem portfel do kieszeni i poszedłem za nim. Wpadłem w pomieszczenie, całe zadymione od używek. Usiadłem na jednym z foteli i zaciągnąłem fajkę.


Z perspektywy Zoe


Dochodziliśmy do naszego obozowiska. Szliśmy za rękę. W końcu wszyscy się spojrzeli i u niektórych zauważyłam uśmieszek. Poczułam się nieco skrępowana. Chłopaki zaczęli klaskać na nasz widok, na co się uśmiechnęłam. Może w nim zobaczę pocieszenie? W końcu się zakochałam, albo przynajmniej mi się tak wydaje.
-Skąd mogłam się tego spodziewać?- zaśmiała się Vicki
-Dobra mam propozycję!- powiedział głośno Joe. Wszyscy nagle zwrócili na niego uwagę.
-Mam dobre miejsce na niezłą zabawę- poruszał brwiami. Był nawet spoko, jednak wpadł w narkotyki których ja nie lubiłam. Poczułam skręt w żołądku. Przy moim obecnym stanie, mogłam choć raz spróbować. Uśmiechnęłam się
-To kiedy- zapytałam, na co wszyscy się spojrzeli na mnie z niedowierzaniem jako jedyna nie paliłam z naszej paczki.
-Możemy już iść- powiedział na co wszyscy skinęliśmy głowami.
-A co z namiotami?- zapytała Lilly
-Rzeczy są w domku, a namiotów raczej nie wezmą. Poza tym to ogrodzony teren- poinformował Christopher
Wszyscy ruszyliśmy do bramy. Pomachaliśmy kobiecie u której wynajmowaliśmy teren i wkroczyliśmy w miasto. Krążyliśmy po małych i ciemnych uliczkach.
-Która godzina?- zapytałam… męczyło mnie już to chodzenie. Robiło się ciemno
-18.38… jeszcze jakieś 20 minut- powiedział, a my wszyscy wtękneliśmy.
-Gdybym wiedziała że to tak daleko w życiu bym się nie zgodziła-wymruczałam pod nosem.
-Dlatego nie zdradzałem więcej- zaśmiał się jakby to było oczywiste.
Doszliśmy do końca ulicy. Zauważyłam schodki i ciemne metalowe drzwi. Ochroniarz zamienił parę słów z Joe i nas wpuścił. Weszliśmy do budynku, w środku była mgła od papierosów i fajek. Dym był tak gęsty, że ledwo widziałam ludzi. Joe zaprowadził nas do jakiegoś pokoju po czym podszedł do jednego mężczyzny którego nie widziałam dokładnie
-Cześć Chris…- powiedział. Staliśmy jak ostatni debile czekając na jakiekolwiek polecenie.
-Siadajecie…- wskazał ręką wysoki mężczyzna. Usiadłam na sofie. Ktoś nagle zerwał się.
-Idę się przewietrzyć- powiedział chłopak i poszedł. Był strasznie podobny do Zayna, jednak nie mogłam go rozpoznać dokładnie.
-Trzymaj- powiedział Chris i podał mi woreczek z małą rurką. Zabrałam obie rzeczy i przyglądałam się reszcie przyjaciół. Nawet nie wiedziałam jak to dokładnie się robi.
-Proszę… masz- podał mi Christopher tackę i wysypał na nią proszek- weź rurkę i pociągnij nosem. To najpierw może trochę boleć
Zrobiłam jak mi kazał. Zacisnęłam mocno powieki i zaciągnęłam nosem proszek. Zakrztusiłam się jak poczułam go w gardle. Usłyszałam ciche śmiechy. Czy to jest aż tak żenujące? Oni pewnie też tak zaczynali. Miałaś dość tego zażenowania. Wstałam i udając poważną ruszyłam w kierunku wyjścia. Otworzyłam metalowe drzwi i zobaczyłam mężczyznę.
-Widzę, że nie jestem sama- odpowiedziałam z ulgą. Zmarszczyłam brwi gdy przypomniał mi się Zayn. Identyczna fryzura oraz jego styl. Mężczyzna odwrócił się. Czułam jak pod wpływem szoku rozchylam usta. To on. Co on tu robi?
-Zayn- szepnęłam. Chłopak zrobił wielkie oczy. Potrząsnął lekko głową.
-Zoe?!- spytał krzycząc. Miałam się go bać? Po ostatnich przeżyciach wzbudzał we mnie strach. Chwila… on tu spokojnie prowadzi życie i ćpa, a ja się dla zakrycia bólu przespałam?! Zauważyłam jak po jego policzku spływa jedna samotna łza.
-Przecież… ty nie żyjesz- szepnął sam do siebie. Jak to ja nie żyje? Przecież przeżyłam, nic się nie stało. Nie rozumiałam co miał na myśli.
-Co? To ja… Zoe…- powiedziałam zaskoczona. Emocje nie napadły, nadal byłam spięta w jego obecności. Przezwyciężając lęk wyciągnęłam rękę by dać mu namacalny dowód. Jego wyraz twarzy pokazywał jakby naprawdę widział ducha. Zayn wyciągnął rękę. Dotyk przywołał napięcie, które wywołało ciarki na mojej skórze. Tak brakowało mi jego ciała. Nie zastanawiając się dłużej rzuciłam się w jego ramiona, a spontaniczne łzy wypłynęły z moich oczu.
-Tak mi Ciebie brakowało. Kocham Cię- powiedziałam i rozpłakałam się w jego umięśnionych barkach.
-Nie wierzę, ja… tak bardzo tęskniłem- odrzekł przez mokre krople cisnące się do powiek. Chwila… kurwa, przecież ja jestem z Drew. Jak na zawołanie usłyszałam zgrzyt zawiasów w drzwiach. Modliłam się w duchu by to nie był on. W tym samym momencie odskoczyłam od niego. Przekręciłam się na pięcie i tuż przede mną stał oczywiście Drew. Zaklęłam w myślach widząc jego minę.
-Co tu robisz?!- krzyknął Drew, łapiąc mnie za rękę i całując. Odwzajemniłam go, jednak po sekundzie się odczepiliśmy od siebie. Widziałam jak Zayn spogląda na mnie swoimi brązowymi oczami. Jego wzrok był zimny i pełny gniewu.
-Rozumiem, że gdy mnie nie było poszłaś się z nim pieprzyć!- powiedział spokojnie. Jego twarz nic nie pokazywała. Była chłodna.
-To nie twoja sprawa- odezwał się Drew przerywając ciszę. Wyszedł przede mnie i pociągnął moją rękę tak bym stała dalej. Wiedziałam co się szykuje. On nadal mnie obserwował, ja z zażenowania spuściłam głowę na ziemię. Po chwili odważyłam się podnieść wzrok. Jednym szybkim ruchem Zayn uderzył Drew. Chłopak pod wpływem ciosu wypluł krew.
-Zayn!- krzyknęłam. Znowu zaczęłam się go bać. Zakryłam ustami dłoń widząc chłopaka skręcającego się na ziemi. On za to wstał i próbował uderzyć wysokiego bruneta. Podbiegłam do nich i stanęłam między nimi.
-Błagam przestańcie!- powiedziałam błagalnie. Kładąc obydwóm rękę na piersi. Obydwaj ciężko oddychali. Poczułam silną rękę Zayna i z całej siły odepchnął mnie aż upadłam na dupę. Spojrzałam na niego, a on za to okładał go pięściami. Drew leżał na ziemi. Ledwo się broniąc. Łzy coraz bardziej naciskały. Krzyczałam w tle by przestał, jednak on jakby wpadł w trans.
-JOSH- krzyknęłam. Wiedziałam, że to go zszokuje. Nie lubił gdy mówiło się na niego „Secret Josh”. Spojrzał na mnie ciemnymi tęczówkami.
-On jest prawie martwy!- odpowiedziałam przerażona. Cała się trzęsłam. Nie tak miało wyglądać nasze spotkanie po długim czasie rozstania. Czemu on go tak potraktował?
-Chodź…- powiedział wyciągając rękę ku mnie. Zmarszczyłam brwi. Mieliśmy teraz uciec i go zostawić? Wpatrywałam się w jego dłoń. On potrzebował pomocy. Spędziłam z nim mój pierwszy raz, to nie była przypadkowa osoba. To był mój obecnie chłopak.
-Jeśli mnie nadal kochasz, proszę pójdź ze mną- powiedział szorstko. Nadal nie ukazywał uczuć. Wzięłam głęboki wdech. Co miałam zrobić? Kurwa… no o tym to jeszcze nigdy nie pomyślałam, by tak się mogło stać. Mogłam mieć problemy albo uciec i mieć wszystkich w dupie, przyjaciół, znajomych… Mogę tego żałować. Podałam mu rękę a on szybkim ruchem pociągnął mnie do góry bym wstała i oboje ruszyliśmy ulicą, by szybko uciec. Mrugnęłam kilka razy, ale to jest prawda. Właśnie odnalazłam go i uciekamy… razem.

"Zawsze przyjdzie pora w życiu by zrobić coś spontanicznego. Tylko problem jest gdy będzie to coś niewybaczalnego. Znalazły się dwa gołąbki, tylko gorzej jak będą wytykane z przeszłości wątki..."

Od autorki: Zbierałam się od 4 dni by dokończyć ten rozdział, jednak nie miałam weny i wyszło jak wyszło... ponownie zmieniam akcję. Postaram się jeszcze bardziej zakręcić życiem tej dwójki ;) A! Z góry dziękuję za AŻ 16 komentarzy! Nie sądziłam, że pokonacie rekord przy (moim zdaniem) najgorszym rozdziale ever :P Myślę, że niedługo będzie trochę weselej, chociaż... sami się przekonacie. Mam nadzieję, że rozdział się podoba i prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu dodam kolejną część. O! Oraz chcę strasznie podziękować za liczbę wyświetleń, która nagle wzrosła do ponad 4,5 tys *_* to dla mnie jest nie pojęte jak takie opowiadanie może się Wam podobać, no ale o gustach się nie dyskutuje. Proszę o szczere opinie w komentarzu ;) Liczę na Was i bardzo, ale to bardzo DZIĘKUJĘ ♥

~Pozdrawiam, Paulina~
Tagi: Rozdział 7
14.08.2013 o godz. 22:25
Rozdział zawiera treść powyżej 18 lat, jednak i tak wiem, że go przeczytasz dlatego miłego seansu



Z perspektywy Zoe


Leżałam w szpitalu jeszcze tydzień, póki nie zagoiła mi się porządnie rana i odzyskałam siły po przebudzeniu. Oczywiście dostawałam miliony pytań na temat tego znaku wyciętego w mojej skórze, jednak zawsze znalazła się wymówka. Nie czułam tego samego. Każdy dzień wydawał mi się nie potrzebny. Uwierzyłam, że już nigdy go nie zobaczę. Mogłam posłuchać się siostry i nie zakochiwać się w nim, ale co poradzę jeśli nie panuję nad tym? Stałam się wrakiem człowieka. Czułam się oszukana i wykorzystana. Nie miałam po co żyć, a tym bardziej dla kogo. Nie potrafiłam myśleć trzeźwo. Wszystko zaczęło się walić. Wróciłam do punktu wyjścia… Martha zaczęła znowu ćpać. Nie mówiła mi tego wprost, ale jej oczy powróciły do stanu pierwotnego. Moją rutyną było przebudzenie się i leżenie w łóżku, rozmyślając gdzie podział się Zayn. Dlaczego mnie opuścił? Co mu zrobiłam? Nikt nie chciał mi powiedzieć co się stało. On po prostu był dla mnie tajemnicą…

Z tysiąca myśli wyrwał mnie głos doktora. Uśmiechnęłam się słabo na jego widok. Chociaż miałam załamane serce, to on jako jedyny sprawiał, że wymusiłam aby końcówki warg się podniosły. Rozśmieszał mnie chociaż, ja nadal myślałam by zakończyć swoją historię.
-Jak się czuje, moja pacjentka?- pokazał szereg zębów, które były zadziwiająco białe.
-W miarę dobrze… kiedy będę mogła wyjść?- westchnęłam. Pragnęłam poczuć świeże powietrze, które było na pewno zdrowsze od zapachu gumowych rękawiczek. Na sam widok staruszka uroniłam jedną łzę. Siedziałam w tej klitce już 5 dni (przytomna przynajmniej), ale fakt, że uratował mi życie sprawiał iż pokochałam tego człowieka. Był jak dziadek, który niestety umarł 7 lat temu. Otarłam szybko kroplę, aby się nie zorientował.
-Płaczesz?- zapytał spoglądając na mnie. Usiadł koło mnie na stołku i nadal zaglądał w moje oczy.
-nieee…- zaśmiałam się wycierając drugą
-Przecież widzę- spoważniał. Każdy szczegół go martwił.
-Proszę nie zawracać sobie głowy, głupotami…- znikł mi uśmiech
-To nie jest głupota. Jestem lekarzem, muszę wiedzieć i dbać o to co Tobie się dzieje- poinformował spokojnie. Co miałam mu powiedzieć?
-Po prostu jest pan podobny do mojego dziadka, który nie żyje. I bardzo dziękuję, również za to, że poświęca mi pan tak wiele czasu- rzekłam. A fala łez cisnęła mi się do oczu. Wzruszyły mnie własne słowa. Staruszek również się rozkleił. Widziałam jak słona kropla leci po jego policzku…
-Moja wnuczka zginęła w wypadku samochodowym- wyżalił. Widomość ta, sprawiła, że moje serce ścisnęło się.Wiedziałam co czuję, to przykre stracić swój skarb, którym w tej chwili był dla mnie – Zayn.
-Bardzo mi przykro… - tylko tyle mogłam w stanie wydusić.
-No ale życie biegnie dalej. Jeżeli chcesz to możesz do mnie mówić dziadku… - uśmiechnął się. Właśnie za to go podziwiałam, że potrafił w najgorszej chwili wydobyć resztki optymizmu.
-Z miłą chęcią- odpowiedziałam. To było dziwne, że tak łatwo i krótko przywiązywałam się do ludzi, a oni do mnie.
-Masz gościa. Chłopak chciał z tobą pogadać…- powiedział, a ja oparłam się od razu na łokciach.
-Zayn?!- spytałam głośniej niż chciałam.
-Pójdę po niego- wstał. Zaczęło mi się robić gorąco, a serce szybciej bić. Nie wierzyłam, w końcu go zobaczę. Dziadek otworzył drzwi a do pokoju wszedł… Joe. Kolega, z którym miałam również jechać na wyjazd. Wymusiłam z grzeczności uśmiech, jednak opadłam zawiedziona na łóżko. Starszy mężczyzna wyszedł, zostawiając nas samych.
-Hej, jak się czujesz?- zapytał troskliwie
-Jakoś wyjątkowo dobrze, jednak nie chce mi się siedzieć tutaj- przeleciałam wzrokiem pokój.
-Dasz radę jechać z nami?- zadał kolejne pytanie
-Pewnie…- kłamałam. Może fizycznie nadawałam się by jechać pod namioty, ale psychicznie nie mogłam. Z drugiej strony, bardzo chciałam pojechać z paczką na wakacje. Może to poprawiłoby mi nastrój.
-Kiedy jedziemy?- Zapytałam tym razem ja
-Za tydzień we środę do Dover tak jak chcieliśmy- poinformował. A ja pokazałam mu „like”.
-Lecimy tam?- dopytałam o plany
-Tak, trzymaj to twój bilet. Martha dała nam kasę więc przy okazji wzięliśmy dla Ciebie- wzięłam plakietkę w ręce. Na kartce było napisane „LONDYN-DOVER , LOT 289” Miejsca siedzeń itd. Położyłam na szafce i spojrzałam na niego.
-Mogę wziąć jednego kumpla? Bo chciał z nami jechać. Fajny jest, zapewniam Cię- puścił do mnie oczko, na co się lekko uśmiechnęłam
-Pewnie, nie pytaj się nawet- opowiedziałam
-Dobra to ja spadam, muszę jeszcze pokupować parę rzeczy pod namiot- pomachał ręką i zanim odpowiedziałam „pa”, wyszedł.

Z perspektywy Zayna


Siedziałem na łóżku po czym oglądałem w telefonie zdjęcia Zoe. Nie umiałem za nic o niej zapomnieć. Na każdym kroku przypominała mi się ona.
-Kurwa ogarnij się- gadałem do siebie, jednak za każdym razem miałem ją przed oczami. Nie wierzyłem, że umarła. Odeszła i jest gdzieś na górze. Każda noc była dla mnie męczarnią. Przekręcałem się bez skutku. Teraz żyłem tylko na dopalaczach. Codziennie chodziłem z kumplem do faceta, by odejść od problemów. To dawało mi spokój, jedyny środek by chociaż na sekundę zapomnieć o niej.
-Idziemy nad wodę?- zapytał Chris
-Ta już… możemy się zbierać- powiedziałem chowając telefon do kieszeni
-Znowu ona?- przewrócił oczami
-Nie… wysyłałem sms- wykręciłem się. Przygarnął mnie do siebie bez problemu. Zawsze mogłem na niego liczyć. Był nawet spoko. Wyszliśmy przed budynek zmierzając w kierunku Dover Beach. Woda co prawda była lodowata, ale w ten sposób ćwiczyliśmy swoją odporność. Głównie kolega chce pokazać się, by kogoś znaleźć. Przechodziliśmy koło parku. Zobaczyłem nie wysoką szatynkę. Wyglądała dokładnie jak Zoe, jednak to nie mogła być ona. Ja pierdole, czy kiedykolwiek o niej zapomnę…?

Z perspektywy Zoe

*Dzień wyjazdu*


Siedziałam w fotelu słuchając muzyki. Patrzyłam w chmury wspominając wszystkie spędzone chwilę, pocałunki, spojrzenia. Brakowało mi tego cholernie. Kiedy wróciłam do domu, teoretycznie z niego nie wychodziłam. Zamknęłam się w pokoju i nie odzywałam się do nikogo, chyba że służbowo. Dano mi nadzór, by obserwować moje zachowanie.
W końcu wylądowaliśmy. Wszystko się zmieniło. Czas wydawał się dłużyć… przez co każda sekunda bez Zayna sprawiała mi cierpienie. Nie potrafiłam o nim od tak zapomnieć, za bardzo go pokochałam. Jedynym chyba wyjściem to pocieszenie…. Musiałam sobie kogoś znaleźć innego. Poszliśmy z walizkami do jakiegoś domku nieopodal lotniska. Skrzywiłam się na głośne lądowania, zwłaszcza, że mam tu przez jakiś czas mieszkać.
-Gdzie jest tak w ogóle Nathaniel?- spytała Lilly.
-Ma być ze swoim przyjacielem na miejscu, bo przyjechali o 6 już- odpowiedziała Victoria
Cieszyłam się, że jestem z przyjaciółkami. Mogłam się przy nich trochę wyluzować. Ciekawił mnie ten znajomy. Może on będzie dobrym obiektem?
-Witajcie! – krzyknęła zgrabna kobieta o rudych włosach. Spojrzałam na gęsty las, nie przekonywał mnie za bardzo, jednak nie było już powrotu.
-Dzień dobry. Chcielibyśmy się rozbić na polu na tydzień. Czy jest taka możliwość?- zapytał Christopher
-Pewnie! Chodźcie za mną! – powiedziała i machnęła ręką w głąb dziczy. Szliśmy jakieś 10 minut, aż w końcu zobaczyliśmy wodę.
-Tutaj możecie się rozbić, macie blisko do plaży, tylko woda jest zima. Jakbyście potrzebowali łazienek to tam jest taka chatka do waszej dyspozycji- wskazała na mały domek, który stał dosyć daleko niż się spodziewałam
-Dzięki, ile mamy płacić?- dopytał
-To jakoś się później rozliczymy, nie martwcie się na pewno nie wiele. A! I tam w środku są wasi koledzy, więc możecie dołączyć- puściła oko i pomaszerowała w kierunku wejścia do rezerwatu wczasowiczów.
-To zostawmy rzeczy i chodźmy coś zjeść- zaproponowała Helie
-Brzmi świetnie- rzucił Joe
Tak jak było w planie poszliśmy do domku. Przeszłam przez drzwi i ujrzałam Nathaniela
-Hej!- przytuliłam się z nim na przywitanie
-Siema! Poznajcie Drew- powiedział, a ja zrobiłam rybie oczy ze zdziwienia. Co on tu robi?!
-Oh… hej- przywitał się skrępowany. Był miły… to w nim chyba znalazłam pocieszenie.
-Miło Cię znowu widzieć- uśmiechnęłam się uprzejmie by mógł się poczuć pewniej. Dobrze, że nie wiedział co wynikło z całej tej sytuacji. Chciałam zacząć od nowa. Zapomnieć i mieć przeszłość za sobą. Zaczęliśmy się witać po czym poszliśmy zwiedzić miasto i zjeść obiad. Dopiero teraz dowiedziałam się, że Christopher jest z Victorią. Poszli razem osobno, zostawiając nas.
*wieczorem*
Wróciliśmy z klubu. Była już 23, a nie mieliśmy nawet namiotów rozłożonych. Razem z Joe i Helie, którzy byli wraz ze mną trzeźwi postanowiliśmy iść na jedną noc do hotelu. Każdy z nas zamieszkał z kimś pijanym, by nikt nie zrobił czegoś głupiego. Wybrałam Drew. Musieliśmy spać w bieliźnie bo rzeczy zostawiliśmy zamknięte w chatce. Poszłam do łazienki i przeczesałam włosy. Nie byłam pewna czy tego chcę. Usiadłam na krawędzi wanny i zastanawiałam się czy na pewno chcę to zacząć. Drew był miłym, przystojnym facetem. Z pewnością gdyby nie Zayn zakochałabym się właśnie w nim. Zdjęłam ubrania, zostając w samych majtkach i staniku. Westchnęłam głęboko. Muszę się z nim przespać… stresowałam się bo to mój pierwszy raz. Mogłam też się upić. Właśnie! Wyciągnęłam prawie pełną butelkę wódki, którą schowałam przed ledwo trzeźwym chłopakiem. Wzięłam ją po czym upiłam łyka. Odchyliłam ją by odsapnąć. Alkohol palił lekko gardło. Ścisnęłam powieki po czym napiłam się więcej. Czekałam aż się wyluzuję i wypiłam w ten sposób całą butelkę. Włożyłam ją do torebki po czym próbowałam wstać. Kołysało mi się strasznie w głowie. Stanęłam rozchylając ręce by złapać równowagę i zamknęłam oczy pytając siebie czy na pewno tego chcę. Muszę to zrobić. Musiałam się puścić jak dziwka, by zapomnieć o bólu. Ledwo doszłam do drzwi i złapałam klamkę nie celując poprzednio. Otworzyłam drzwi. Widziałam ciemnego blondyna, który leżał bokiem w moją stronę uśmiechając się zadziornie. Był bardziej pijany, więc nie było żadnego problemu. Odwzajemniłam uśmiech, leżał w samych majtkach. Podeszłam do niego i usiadłam na nim rokokiem. Zaśmiał się patrząc na mnie. Przychyliłam się poczym musnęłam go nosem.Chłopak chyba się skapnął o co mi chodzi. Złapał moje pośladki, po czym przeturlał tak, że leżałam pod nim. Zapomniałam o wszystkim. Pocałowałam go namiętnie. Byłam wręcz rozpalona. Złapałam jego kark przybliżając do siebie. Wpił się w moje usta. Nie przeszkadzał nam smak alkoholu. Ocieraliśmy się językami, walcząc o wygraną pozycję. Przygryzłam jego wargę gdy ręką przejechał od majtek po biust. Zaczął macać moje piersi, po czym ja drugą ręką gładziłam jego tors. Nie odrywając ust, zdjął mi stanik. Przejechałam linią w dół, aż do gumki majtek, które jednym palcem podważyłam po czym naciągnęłam i puściłam. Najwyraźniej go to podnieciło, bo po chwili „namiot” był gotowy. Oddechy gwałtownie przyspieszyły gdy otarł się o mnie. Poczułam u dołu brzucha dziwne napięcie. Po chwili całował moją szyję po czym doszedł do mojego sutka. Objął go w usta i zaczął go delikatnie ssać. Odchyliłam głowę zaczesując ręką jego włosy. Nie mogłam powstrzymać cichego jęknięcia. Dreszcz przeszedł przez moje wszystkie komórki. Potem zaczął całować mój brzuch, schodził w dół aż doszedł do majtek. Odkleił się ode mnie i wrócił do ust. Bez zastanawiania zdjął jedyną rzecz jaką miał na sobie. W zamian złapałam boki swojej ostatniej odzieży, po czym ją zdjęłam. Nie czekając dłużej, chłopak złapał mnie za biodra po czym delikatnie wsunął swojego penisa. Złapałam się kołdry na dziwny ból, który ogarnął moje okolice intymne. Nie panowałam nad jękami, gdy wykonywał podstawowe ruchy. Odchyliłam lekko głowę do tyłu. Otworzyłam oczy, które miałam ciągle zamknięte by na niego nie patrzeć. Co mnie zatrzymywało…Po chwili zobaczyłam krople potu na czule przystojniaka. Zmęczył się… głęboko oddychaliśmy. Chłopak gwałtownie się cofnął, ale poczułam w sobie coś ciepłego. Sperma zmieszana z moją krwią spłynęła po moich udach na koc. Poczułam lekkie obrzydzenie gdy zobaczyłam jak biała ciecz pokrywała moje miejsce intymne. Drew upadł obok. Odetchnął i poszedł do łazienki, słyszałam jak puścił wodę. Nadal leżałam naga, patrząc jak zostawił we mnie trochę tego. Zwinęłam koc, kiedy wyszedł ja się zamknęłam na zamek. Weszłam jak najszybciej pod prysznic i się umyłam. Już po wszystkim… Założyłam bieliznę z powrotem. Rzuciłam brudne nakrycie na szafkę, wcześniej je składając. Położyłam się obok. Myślałam, że cos powie, ale on za to zasnął. Westchnęłam i obróciłam się na lewą stronę. Dotarło do mnie, że się nie zabezpieczaliśmy. Na samą myśl o skutkach zrobiło mi się nie dobrze. Kurwa… on się we mnie spuścił… z nerwów nie mogłam spać. Wzięłam telefon z torebki włączając wifi. Dzięki bogu miałam zasięg i weszłam w Internet, sprawdzić czy bez zabezpieczenia jest 100% pewność, że nie zajdę w ciążę. Natknęłam się na pytanie dokładnie dotyczące mojego problemu. Większość komentarzy była na „tak”. Przełknęłam głośno ślinę. Ja pierdole… co ja zrobiłam.Napisałam spóźnioną informację do mamy, że jestem żywa i odłożyłam telefon na półkę. Leżałam kręcąc się jeszcze przez godzinę. W końcu po czasie rozmyślań wpadłam w głęboki sen.
Obudził mnie straszny ból głowy. Oparłam się na łokciach przymrużając oczy. Wyostrzyłam wzrok i dopiero mogłam zobaczyć cokolwiek. Spojrzałam na Drew który był oparty i patrzył się ślepo
-Hej, wszystko ok?- zapytałam. Cała noc przeleciała mi przed oczami. To było straszne… czułam się brudna, jednak w pewnym sensie poprawiło mi to ból serca.
-Próbuję przypomnieć co się wczoraj działo- powiedział dalej patrząc w nicość
-I…?- zapytałam zaspana
-Chyba przeleciałem jakąś babkę, ale nie wiem kto to… nie ważne. Gdzie inni?- Zostały mi tylko trzy słowa „przeleciałem jakąś babkę”. Szkoda że tą „babką” byłam ja… Nie mogłam wydusić słowa, zamiast tego zrobiło mi się nie dobrze. Pobiegłam do łazienki klęcząc przy kiblu. Niestety wymiotowałam. Usiadłam na podłodze opierając głowę o wannę. Pytanie: Czy jestem w ciąży? Czy za dużo wypiłam? Przerażała mnie sama myśl, że mogę mieć dziecko. Spłynęłam mi jedna łza… bo nie było koło mnie Zayna.

Z perspektywy Zayna (w tym samym czasie, wieczór)


Szliśmy ciemną wąską uliczką. Nie musiałem nawet patrzeć na drogę, bo znałem ją na pamięć. W końcu ukazało nam się małe światło, które mówiło nam że dotarliśmy. Kumpel otworzył przede mną drzwi i weszliśmy do środka.
-No witam ponownie- odpowiedział otyły mężczyzna siedzący na sofie z dwiema atrakcyjnymi kobietami
-Przyszliśmy po to samo- odezwał ostro Chris. On jedynie pstryknął palcami, a potężny ochroniarz przyniósł czarne pudełko. Towarzysz otworzył je, w środku były dwa woreczki z białym proszkiem.
-Ile?- zapytałem, a on mi od razu podał cenę. Dałem mu pieniądze. Zabraliśmy opakowanie i ruszyliśmy do wyjścia. Na zewnątrz usiedliśmy na zimnej ziemi i zaczęliśmy odbierać sobie świadomość. Zapomniałem o bólu… i o miłości.

"Kłamstwa, oszustwa z miłością idą w parze, jak się to skończy? To się okaże. Czy Bóg scali ich drogi i odpuści grzechy? Czy doda konsekwencje dla większej uciechy?"


Od autorki: Kolejny rozdział już za nami. Trochę się porobiło xd No ale czasami tak się dzieje. Wkrótce powinno nie być tak ponuro i czarno biało... A jako taką małą instrukcje byście się nie zgubili to podam Wam wszystkich z tej "paczki" co jest razem z Zoe:
Joe- kolega
Lilly i Victoria- przyjaciółki
Christopher- kolega, chodzi z Victorią
Nathaniel- kolega
Drew- kochanek
Mam nadzieję, że się rozdział spodobał i liczę na szczere komentarze.
Pozdrawiam i do następnego <3
Tagi: Rozdział 6
02.08.2013 o godz. 20:38

Z perspektywy Zayna

Spojrzałem ostatni raz na drzwi, którymi wyszła. Siedziałem bezczynnie na łóżku, jeszcze kilka minut temu szarpałem się z nią… Zerknąłem na zegarek „23:34” to nie była dobra pora, aby sama wyszła na ulicę. Poszedłem do salonu, wpadłem z furię złości i rozpaczy. Nie mogłem uwierzyć co się stało, uderzyłem ją. Skrzywdziłem ją… uderzyłem z całej siły w ławę z napływu nerw.
-Kurwa- mruknąłem pod nosem widząc stłuczone szkło i strużkę krwi lecącą po nadgarstku. Co się ze mną dzieje? Tysiąc myśli przechodziło mi przez głowę. To jedyna kobieta, którą tak pokochałem nie licząc Jess. Ona była wyjątkowa i właśnie za to ją tak szybko pokochałem. Byłem w stanie oddać za nią życie, a teraz opuściłem ją i nie wiem gdzie się podziewa.
-Idiota- powiedziałem sam do siebie, chowając twarz w ręce. Czemu?! Czemu zawsze tracę to co kocham. Siedziałem na sofie jeszcze parę minut, rozmyślając gdzie może być Zoe. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić po domu. Jeżeli coś sobie zrobi, nigdy tego sobie nie wybaczę. Nigdy, kurwa…. Stanąłem i spojrzałem na sufit. Splotłem dłonie na karku i pozwoliłem uronić kilka łez. Nigdy nie płakałem, od czasu… otrząsałem się i sięgnąłem do kieszeni po telefon. Wybrałem numer do Zoe i przytknąłem słuchawkę do ucha. Czekałem licząc sygnały, aż usłyszałem pocztę głosową.
-Szlag- rzuciłem i szybko ponownie zadzwoniłem. Nic. Powtórzyłem tak kilka razy, ale nie odbierała
-Odbierz, kurwa! Błagam!- krzyczałem do telefonu nagrywając się. Ogarnęły mnie nerwy i strach… strach, że sobie coś zrobi. Przed oczami nadal miałem jej czerwoną twarz od płaczu. Zaszklone oczy, które spoglądały na mnie wystraszone, bolące. Stałem się potworem, nie umiejącym opanować własnych uczuć. Nie dopuszczałem do siebie wiadomości, że jest teraz gdzieś sama, bezbronna, słaba. Nie chciałem w to wierzyć. Nagle usłyszałem dzwonek telefonu. Odwróciłem się. Komórka leżąca w kącie, wibrowała. Podszedłem szybko, zabierając ją z podłogi. Na wyświetlaczu pojawił się upragniony napis „Zoe”. Ulżyło mi kiedy do mnie zadzwoniła. Kliknąłem zieloną słuchawkę i od razu wydusiłem
-Zoe, gdzie ty jesteś?!- powiedziałem wysokim tonem, jednak zamarłem słysząc obcy głos
-Z tej strony Anne White, niech pan przyjedzie pod główny szpital, wszystko panu wyjaśnię- odezwała się kobieta o przerażonym i załamanym głosie. Stanęło mi serce, gdy usłyszałem słowo „szpital”
- Ale co się stało?- wygramoliłem jedyne zdanie jakie mogłem składnie wypowiedzieć. Czułem jak żołądek podchodzi mi do gardła, na samą myśl co mogła zrobić.
-To nie jest rozmowa na telefon, niech pan przyjedzie jak najszybciej- odpowiedziała i się rozłączyła. Zabrałem szybko dokumenty i wsiadłem do samochodu. Odpaliłem silnik i w błyskawicznym tempie wyjechałem z podjazdu. W 5 minut znalazłem się pod wyznaczonym budynkiem. Przed wejściem stała szczupła, wysoka blondynka.
-Pani to Anne?- zapytałem roztrzęsiony. Bałem się odpowiedzi na moje pytanie.
-Tak. Pilnuję toalet w metrze i złożyło się, że pańska….- przerwała unosząc brew
-Dziewczyna- dokończyłem ledwo.
-Weszła do kabiny, ale podejrzanie długo tam była. Usłyszałam jak dzwonił telefon ona nie odebrała, więc postanowiłam zareagować. Nie wiem jak to panu powiedzieć… ale ona połknęła środki nasenne i znalazłam ją nieprzytomną. Zadzwoniłam po pogotowie i od razu do pana. Przykro mi…- dążyła powiedzieć, a ja szybko wyrwałem do recepcji. Moje najgorsze myśli się sprawdziły. Jak ona mogła… i to przeze mnie. To ja i moja zazdrość doprowadziły, że chciała popełnić samobójstwo.
-Gdzie jest Zoe Collins?- wepchnąłem się do kolejki. Nie obchodziło mnie zdanie innych, chciałem wiedzieć czy żyje. Tylko tego pragnąłem w tej chwili, aby przeżyła.
-Proszę poczekać- powiedziała pielęgniarka.
-Ale ja nie mogę, błagam… to moja dziewczyna ja muszę wiedzieć co się z nią teraz dzieje- odpowiedziałem cały przesiąknięty strachem. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Bo nigdy mi na kimś tak nie zależało.
-Jest na Sali operacyjnej, robią jej płukanie żołądka. Później powinna zostać przewieziona do Sali numer 174, tam też czeka rodzina.
Pobiegłem jak najszybciej na drugie piętro by trafić po podany pokój. Zastałem tam siostrę i tak jak pielęgniarka powiedziała- rodziców. Zwolniłem kroku kiedy na mnie spojrzeli. Matka siedziała w ramionach ojca, była cała rozmazana od płaczu, podobnie jak siostra. To był najprzykrzejszy widok jaki mogłem kiedykolwiek widzieć. Ja oczywiście się nie wyróżniałem. Ja także stałem roztrzęsiony, zdenerwowany i co najgorsze załamany. Ale oni nie mogli poczuć tego co ja… to przeze mnie to wszystko. Cała ta sytuacja. Podszedłem bliżej, Martha spojrzała na mnie jakby wiedziała co się stało. Nigdy z nią nie rozmawiałem, ale znaliśmy się z widzenia. Często bywaliśmy na tych samych imprezach, a co gorsza ona zna moją przeszłość. Nagle zerwała się i podeszła do mnie z bolącym wzrokiem
-To wszystko twoja wina!- krzyknęła na cały korytarz, rozejrzałem czy nikogo nie ma oprócz nas. Pustka ogarniała praktycznie cały szpital, była 24…
-To nie ja… o co ci chodzi?!- zacząłem się bronić.
-Słuchaj, jak jej coś się stanie to obiecuję, że skończysz tą swoją sielankę- powiedziała zaciskając zęby. Widziałem jej ból, panujący nad jej ciałem.
-Ale…- przerwała mi w połowie słowa
-Obiecuję- pokiwała głową… i odeszła
Usiadłem na krzesłach pod ścianą i zastanawiałem się co dalej będzie. A co jeżeli już jej nie zobaczę? Kolejna słona łza ciekła po policzku, aż po brodzie zleciała do dekoltu. I tak kolejna… Siedziałem opierając głowę rękami, myśląc nad swoim życiem. Usłyszałem kroki idące w naszą stronę, podniosłem entuzjastycznie głowę. Podszedł do nas lekarz, ustawiliśmy się przed nim w grupce i czekaliśmy jak ktoś przerwie martwą ciszę.
-Co z nią?- zapytała zrozpaczona matka. Czarne strużki od kropel biegły po Polikach. Doktor za to wziął głęboki oddech i splótł ręce. Poczułem ukłucie w sercu, jakby dosłownie na sekundę stanęło. Spojrzałem na Marthę, ona najwyraźniej poczuła to samo.
-Robiliśmy wszystko… płukanie żołądka, ale za duża ilość barbituranu doprowadziła do zatrzymania serca… bardzo mi przykro i przepraszam- schylił głowę.
Odwróciłem się zaciskając mocno powieki, słyszałem szlochy rodziny. Serce dosłownie mnie bolało. Mój najgorszy sen się spełnił. Nie mogłem uwierzyć, że przez moje idiotyczne zachowanie doprowadziłem do jej śmierci. Jestem idiotą! Ja ją kocham… ale najwyraźniej nie umiem. Wpadło mi do głowy jedno rozwiązanie. Szybkim krokiem ruszyłem ku wyjściu. Po drodze zadzwoniłem do przyjaciela- Josh’a.
-Halo?- odezwał zaspany chłopak, mieszkający parę miast dalej.
-Mogę do ciebie przyjechać na parę dni?- zapytałem z bólem.
-Pewnie, a co się stało?- zapytał zdziwiony, ale nie miałem siły by mu to wszystko opowiedzieć
-Powiem ci jak przyjadę. Będę niedługo…- rozłączyłem się. Uroniłem ostatnią łzę ze wspomnieniem i otarłem ją rękawem od kurtki. Muszę zapomnieć, nie mogę cierpieć. To nie w moim stylu. Nie chcę żyć w smutku…


Z perspektywy Marthy

Złapałam się za głowę. To nie mogło być możliwe. To wszystko przez tego gnoja! On doprowadził do tego. Pobiegłam jak najszybciej do łazienki i zamknęłam się w kabinie. Podkurczyłam nogi i siedziałam rycząc z bólu. Ukucnęłam na podłodze i drżącą ręką wyciągnęłam małą torebeczkę z prochami. Miałam ją zawsze na wszelki wypadek. Wytarłam ręką deskę (zamkniętą) i wysypałam trochę na plastik. Zabrałam potem papierek i zwinęłam w rulonik. Wzięłam głęboki wdech i po chwili wydech. Zatkałam jedną dziurkę a do drugiej przytknęłam rurkę. Wciągnęłam biały proszek po czym odchyliłam głowę do tyłu opierając się o ścianę. Straciłam praktycznie wszystko. Kochałam swoją siostrę najbardziej. Zastępowała mi rodziców. A teraz wszystko się spieprzyło. Zaczęłam czuć jak narkotyk płynie z krwią. Czułam się daleko od wszystkiego, po prostu wolna. Niestety musiałam iść, by nie wzbudzić podejrzeń. Powoli wstałam i starłam resztki prochu. Papier wyrzuciłam i wyszłam z kabiny. Spojrzałam w lustro, miałam worki pod oczami i szerokie źrenice. Miałam to w dupie. Poszłam z powrotem do rodziców. Doktorka nie było… usiadłam przy nich. Nie wiedziałam na co w ogóle czekamy. Ciekawiło mnie dokąd poszedł Zayn… gorzej jeśli on sobie coś zrobi. Ja pierdole, ale ten świat jest pojebany. Spojrzałam w głąb korytarza. Lekarz znowu zmierzał w naszym kierunku. Był chyba zadowolony, jednak smutny… nie umiałam opisać jego emocji jakie pokazywał. Podszedł do nas
-Mam dla państwa ważną wiadomość- mama podniosła słabo głowę.
-Otóż stwierdziliśmy u państwa córki, śmierć kliniczną. Oddech i praca serca przywróciła do normalnego stanu, jednak leki są tak silne, że nie wiemy czy damy radę ją rozbudzić i ile to zajmie.
-Ale żyje?- zapytała matka z iskrą nadziei. Ulżyło mi gdy powiedział, że przywrócono jej tętno. To był cud, dosłownie. Uśmiechnęłam się do lekarza.
-Jednak mam jedno pytanie…- zaczął- czy córka miała jakieś problemy życiowe czy coś takiego? Na ręku ma dziwną bliznę, jakby sama się okaleczała… może coś państwo wiedzą?- Zrobiło mi się gorąco. Spojrzeliśmy po sobie, ja kiwnęłam przecząco głową. Nie chciałam mówić o imprezach na które chodziłyśmy. Rodzice by zamknęli nas w klatkach gdyby się dowiedzieli.
-Nie wiem… ostatnio poznała chłopaka byli bardzo szczęśliwi jeszcze dzisiaj go widziałam z nią. Jak się całowali…- wyznała rodzicielka
Gdy minęło pół godziny pielęgniarki przywiozły ją do pokoju. Niestety nie mogliśmy jej zobaczyć. Zebraliśmy się wkrótce do domu. Męczyła mnie jedna myśl dokąd podział się Zayn.

*Tydzień później*

Z perspektywy Zoe


Odzyskałam przytomność, ale nadal nie miałam siły by cokolwiek zrobić. To było dziwne… chciałam umrzeć, ale świadomość o rodzinie i o Zay’nie przyciągała mnie z powrotem na ziemię. Nie mogłam ich zostawić. Byłam rozdarta. Chciałam ze sobą skończyć, ale Bóg nie chciał…. Nie mój czas… Kilka minut później nabrałam energii i otworzyłam oczy. Jasne ostre światło oślepiło mnie na skutek czego przymrużyłam oczy.
-Obudziła się!- usłyszałam głos mojej mamy. Wyostrzyłam wzrok, byłam w szpitalu. Rozejrzałam się pół przytomna, jednak nikogo nie było oprócz rodziców. Wróciły do mnie wszystkie wspomnienia z tamtej nocy. O nie… Zayn.
-Gdzie jest Zayn?!- krzyknęłam. Podniosłam się na łokciach ale silny ból przyparł mnie do łóżka
-Ciii... On… on zniknął- powiedziała cicho Martha, schylając dziecinnie głowę.
Nie mogłam uwierzyć… po tym wszystkim on mnie po prostu zostawił.

"Bóg porozdzielał młodych kochanków. Czy miłość zwycięży? Macie to jak w banku. Tylko jedno pytanie. Czy wrócą do siebie? Bo każdy wie, że zawsze się komuś pojebie..."


Od autorki: Wyjazd się o parę dni przedłużył, dlatego nie dodawałam rozdziału. Starałam się wchodzić, czytać i komentować Wasze rozdziały, jednak miałam bardzo słaby zasięg. Na wstępie chciałabym przeprosić za krótki i nieskładny rozdział. Przyznaje, że to chyba najgorszy wręcz. Nie miałam kompletnie weny i wszystko mnie rozpraszało. Mam nadzieję, że nie jest tak katastrofalnie :/ Obiecuję, że następny będzie lepszy ;) I straaaasznie dziękuję za aż 13 komów! Nie spodziewałam się, tak dużej ilości :P O! I jeżeli chodzi o wierszyk, wymyślałam go o 24 <dosłownie> i... wyszło jak wyszło. Nie przedłużając, jeszcze raz dziękuję za wszystko!
Kocham Was po prostu ♥ Pozdrawiam.
Tagi: Rozdział 5
30.07.2013 o godz. 10:50
Muzyka

Przekroczyłam szklane drzwi, w końcu mogłam poczuć się jak cywilizowany człowiek. A nie tak jak bym była w psychiatryku, wśród białych ścian i w białym odzieniu przypominającym worek. Najbardziej podnoszące mnie na duchu było to, że opuściłam budynek, trzymając się za ręce z przystojnym chłopakiem, który był- mój. Który czekał przez cały dzień, aż w końcu się obudzę. To było uczucie nie do opisania, zapomniałam tamte zdarzenia i liczyło się tu i teraz. Miał gorące dłonie co można było wyjaśnić, że jest „hot”. Pokochałam go wciągu niemalże paru godzin i zaufałam mu bezgranicznie.
-Chcesz coś zjeść?- zapytał, zwalniając. Uśmiechnęłam się, na sam jego widok, uginały mi się nogi. To było zabawne uczucie. Jego wyraz twarzy raczej pokazywał zdziwienie.
-Z czego się śmiejesz?- spytał po raz kolejny. A ja ponownie się cicho zaśmiałam. Zakryłam jedną dłonią swoje usta. W sumie sama nie wiedziałam jaki jest powód, po prostu byłam szczęśliwa. On za to wziął moją dłoń i porównywał ze swoją. Spoważniałam, przyglądając się mojej dłoni, która w porównaniu do jego była wręcz malutka.
-Jesteś taka słodka…- szepnął.
-Dziękuję- powiedziałam i dałam mu buziaka w czubek nosa. Sięgnął po coś do kieszeni, wyciągnął małą paczuszkę i wyjął z niej papierosa. Zmarszczyłam brwi, nie lubiłam zbytnio gdy ktoś pali. Nie chciałam aby niszczył siebie i mnie w ten sposób. Jednak trzeba było przyznać, że był nieziemsko piękny
-To jak z tym jedzeniem? Jesteś głodna?- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie… chodźmy do domu- powiedziałam, patrząc jak zaciąga się i wydmuchuje dym. Zabolała mnie myśl, że z każdym papierosem go tracę... wytrąciło mnie jednak to, że stanęliśmy przed czarnym motorem, który na pewno przyciągnął uwagę wielu ludzi.
-Trzymaj- powiedział, wręczając mi kask, niepewnie go wzięłam patrząc na niego z zdziwieniem.
-Żartujesz chyba… ja…- wydusiłam
-Kochanie ja nigdy nie żartuję- powiedział i ostatni raz się zaciągnął, rzucił biały papierek i zgasił dociskając butem.
Nadal patrzyłam na niego osłupiona.
-Oh… daj pomogę Ci- wziął ode mnie kask i zaczął mi go zakładać. Niezdarnie uderzył mnie w nos, na co się zaśmiałam, a on szepnął krótkie „sorry”.
-Ja… nigdy nie jeździłam motorem, boję się… Zayn, proszę!- powiedziałam, ale on usiadł i spojrzał się na mnie znacząco. Czułam jak żołądek wywraca się do góry nogami. Zawsze sobie obiecałam, że nie będę jechać motorem lub czymkolwiek podobnym, po tym jak widziałam wypadek. Samo wspomnienie wywoływało u mnie ciarki.
-Zaufaj mi…- powiedział. Nie chętnie usiadłam za nim i wtuliłam się w jego plecy. Skurczyłam lekko nogi i ruszyliśmy. Wiatr rozwiewał moje włosy i sweter. Zamknęłam oczy, wolałam nie patrzeć jak szybko jedziemy. Nagle poczułam jak się przychyla, ścisnęłam go mocniej. Miałam przymrużone oczy, ale nadal ich nie otwierałam.
-Nie bój się, już prawie jesteśmy- poinformował. W końcu po kilku sekundach zatrzymaliśmy się i mogłam znowu poczuć grunt pod nogami. Jak najszybciej zeszłam z pojazdu. Zayn pomógł mi zdjąć ochraniacz, który swoją drogą był niewygodny. Zdecydowanie to była najgorsza rzecz jaką jechałam.
-Za cztery dni masz przyjść by ci zdjęli szwy- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuję- szepnęłam nieśmiało, schylając głowę. On za to złapał mój podbródek i skierował twarz w jego stronę.
-Za co?- oczekiwał odpowiedzi.
-Za to że jesteś… nikt się mną tak nie opiekował. O fuck! Rodzice… - serce mi zamarło gdy zobaczyłam ich auto na podjeździe, zaraz zaraz… ile minęło dni? Totalna amnezja. Chłopak odwrócił się i spojrzał na samochód.
-Nie przedstawisz mnie rodzinie?- zaśmiał się łobuzersko, wiedział że nie jestem chamska i mu nie odmówię. Ustawił motor i poszedł za mną do drzwi.
-Jesteś uparty…- warknęłam obrażona, a on za to położył rękę na moich biodrach otulając mnie
-Już to słyszałem, kochanie- powiedział i mnie pocałował. W końcu weszliśmy do domu. Cisza… Ulżyło mi gdy nikogo nie usłyszałam.
-Halo?!- krzyknęłam i na moje nieszczęście odezwała się moja mama
-Hej kochanie! Jezu chodź bo się stęskniłam- powiedziała idąc z salonu, jednak stanęła gdy zobaczyła plaster na czole.
-Coś ty sobie zrobiła…- jej uwagę przykuł mężczyzna stojący za mną- a to kto?- Zayn wyszedł przede mnie i wyciągnął dłoń
-Oh! Przepraszam jestem Zayn, miło mi panią poznać- sięgnął jej dłoń i skłonił się by ją pocałować.
-Jaki gentleman! Możesz mi mówić Darcy- rozchyliłam usta, kiedy zobaczyłam jak mama się zawstydziła, w tamtym momencie musiałam ja wkroczyć
-Mamo… Zayn to mój chłopak – uśmiechnęłam się formalnie, od razu spoważniała i zwróciła na mnie wzrok.
-Od kiedy?- zapytała jakby była oburzona. Jezu, nienawidziłam jej, ani ojczyma… nigdy nie mieli na mnie czasu. Zawsze praca i praca…. Zero czasu dla mnie albo Marthy. Złapałam go za rękę i zaczęłam się bawić jego palcami.
-Od dzisiaj- uśmiechnęłam się słabo, nie czułam się najlepiej. Nadal bolała mnie głowa. Oparłam się o jego ramię, a on drugą ręką zaczął mnie głaskać. Mama ciągle się na nas patrzyła, co mnie trochę krępowało.
-Słodko razem wyglądacie- zaśmiała się, a chłopak pocałował mnie w zranione miejsce. Przypomniało mi się o bandażu. O fuck… spojrzałam na rękę, ulżyło mi gdy miałam sweter. Uśmiechnęłam się do mamy i poszłam do swojego pokoju. Zayn zamknął za mną drzwi i przytulił od tyłu.
-Ładnie wyglądasz- uśmiechnął się. Czułam jego ciepły oddech na szyi. Pocałował mnie w miejsce wcześniej zrobionej malinki, że się mama nie skapnęła. Albo i zauważyła, miałam w sumie to gdzieś. Odwróciłam się do niego by spojrzeć mu w oczy. Zaczął się po chwili przysuwać i musnął delikatnie moje Warki, po czym zatopił się w moich ustach. Próbowałam zapanować nad sytuacją. Całował mnie bardziej łapczywie. Z trudem łapałam oddech. Jego zapach przyprawiał mnie o zawał, był dla mnie idealny. Niestety krótko się rozkoszowałam, bo przeszkodziło nam pukanie do drzwi. Widziałam jak Zayn zrobił zniesmaczoną minę. Pocałowałam go krótko i podeszłam do drzwi. Za nimi stał Drew… Serce mi stanęło, każda komórka ciała była sparaliżowana, kiedy dał mi buziaka w policzek.



-Hej, przyszedłem upewnić się czy wszystko ok- uśmiechnął się szeroko. Przygryzłam dolną wargę i zamknęłam oczy gdy usłyszałam szorstki głos Zayna
-Kto to do cholery?!- powiedział dosyć głośniej niż się spodziewałam. Wzięłam głęboki wdech, obydwoje patrzyli na mnie oczekując odpowiedzi.
-Przywiózł mnie z imprezy… to nic takiego, uspokój się- próbowałam opanować jego nerwy. Widziałam jak jego mięśnie się naprężają. Znowu miał inne tęczówki, ciemne… nienaturalne.
-Jak kurwa mam Się uspokoić?! Jak ten bydlak Cię całuje! – wykrzyczał i popchnął Drew, po czym wyszedł. Spojrzałam na chłopaka i wyszeptałam „przepraszam”. Pobiegłam za nim, ale on zdążył odjechać. Stałam jak wryta w drzwiach. Odjechał… od tak. Poczułam łzę, spływającą po policzku aż do szyi. Dotknęłam małego siniaka zrobionego jako „znak miłości”, ale teraz wydawało mi się że nic nie znaczy… Wróciłam zapłakana do pokoju, on nadal tam stał i patrzył się jak ryczę. Usiadłam na skraju łóżka i schowałam w ręce, twarz. Poczułam jak mnie przytula, nie chciałam czuć, że zdradzam go.
-Proszę cię, nigdy więcej mnie nie dotykaj…- ostrzegłam, a on się odsunął.
-On jest niebezpieczny… - powiedział cicho, ale ja nie chciałam tego brać do serca.
-Ja wiem co jest dla mnie niebezpieczne- Podniosłam głowę i otarłam ostatnie łzy. Musiałam mu wyjaśnić, nie mogłam go teraz stracić. Kolejnej porażki nie zniosę. Poszłam do łazienki by poprawić szybko makijaż. Wychodząc z pokoju rzuciłam krótko
-Muszę iść- powiedziałam i czekałam przy drzwiach aż pójdzie. Nic się nie odezwał i wyszedł. Zabrałam tylko telefon i również wyszłam. Pożyczyłam mamy auto i pojechałam do parku, miałam nadzieję, że go tam spotkam. Serce biło mi oszalałe. Dłonie ześlizgiwały mi się z kierownicy, byłam cała zgrzana. Nie wiedziałam na co go stać, czy jest w stanie zrobić komuś krzywdę? Ta myśl mnie najbardziej dręczyła… Zdałam sobie sprawę, że go tak naprawdę nie znam. Nic zupełnie o rodzicach, nawet nie wiem gdzie mieszka. Zaparkowałam na wolnym miejscu, zabrałam telefon i zamknęłam auto. Poszłam wzdłuż ścieżki, do miejsca gdzie mnie uratował. Przyspieszyłam kroku, widząc mężczyznę ubranego na czarno. Gdy byłam blisko, stanęłam po raz kolejny wystraszona. Zaklęłam w myślach orientując się kto to. Na sam jego widok zabolała mnie ręka.
-Witaj piękna- powiedział prostując się
-Nie nazywaj mnie tak…- zagroziłam, ale raczej się tym nie przejął. Szedł do mnie powoli uśmiechając się łobuzersko.
-Ale przecież jesteś piękna- zaśmiał się. A ja tylko przewróciłam oczami, by zobaczył moje niezainteresowanie.
-Gdzie Zayn?- zapytałam bez owijania w bawełnę, zależało mi na rozmowie z nim. Musiałam wyjaśnić to wszystko.
-A skąd mam wiedzieć, nie jestem jego matką…- zakpił. W pewnym stopniu się go już nie bałam. Zachowywał się jak dupek…
-Masz jego adres?- ciągnęłam go za język. Musiałam wiedzieć chociaż tyle.
-Jezu… jakaś ty uparta. Zrobisz mi loda, dam Ci adres do następnego klienta- zaczął się śmiać.
-Tak cię to bawi?- założyłam ręce. Teraz już przegiął… podeszłam do niego i złapałam za ramiona, po czym z całej siły uderzyłam w jego krocze. Biedak zwinął się z bólu klękając przede mną. Cicho jęknął gdy uderzyłam jeszcze jego policzek.
-Powiesz czy nie?- schyliłam się bym mogła usłyszeć jego cichy bełkot
-O kurwa… trzymaj- jęknął i podał mi małą karteczkę, na której był zapisany adres. Zadowolona odwróciłam się i ruszyłam w kierunku samochodu. Miał dosyć oryginalny adres… „Green 69”. Jak najszybciej zebrałam się do auta i pojechałam na wskazany adres. Oddychałam ciężko, nie mogłam uwierzyć, że mu dokopałam… w końcu mogłam poczuć się lepiej. Ale nadal siedział mi na duszy jeden problem- Drew. Podobał mi się cholernie, ale czy byłabym w stanie się w nim zakochać? Mam Zayna, albo i miałam… Nie chcę go stracić, nie mogłam…

***


Stałam pod drzwiami, które wyjątkowo przypadły mi do gustu tak samo jak dom. Był nowocześnie zaprojektowany. Na jego stan, zastanawiałam się kim są jego rodzice. Musieli być bogaci skoro stać ich na taką „Villę”. Zauważyłam, że ostatnio strasznie boję się pukać lub otwierać drzwi. Nie sądziłam kiedyś, że będę miała przed sobą takie trudne decyzje. Było mi wręcz gorąco na samą myśl jeżeli go nie będzie. Nie zwlekając nacisnęłam mały guziczek, a w środku rozszedł się głośny dzwonek. Zniecierpliwiona zaczęłam tuptać. To nie było w moim stylu, miałam wrażenie, że się zmieniłam, albo inaczej- spoważniałam. Czekałam dłuższą chwilę, aż w końcu ktoś raczył otworzyć mi drzwi. Zobaczyłam Zayna, jednak nie był zadowolony. Stał i się patrzył, jakbym nic dla niego nie znaczyła
-Chcę pogadać…- powiedziałam poważnie. Z nerwów zaczęłam pstrykać palcami. Bałam się odpowiedzi.
-Nie mamy o czym- odrzekł niemiło. Zakręciła mi się łza w oku, gdy to powiedział
-Chcesz mnie teraz zostawić?- zapytałam zrozpaczona. Jak on tak mógł, co ja mu zrobiłam? Jeżeli przywitam się tak z przyjaciółką to co, będzie mnie podejrzewał, że jestem homoseksualistą? Kolejny raz miałam pecha, zaczęło niespodziewanie lać. W ciągu sekundy byłam mokra. On za to uchylił drzwi bym mogła wejść. Zdążyłam przemoknąć akurat. Zarzuciłam torbę na wieszak i zdjęłam buty. Stałam nadal w korytarzu. Byłam roztrzęsiona. On za to oparł się o ścianę i nic nie mówił. Zapadła głęboka cisza. W końcu postanowiłam ruszyć
-O co Ci właściwie chodzi, co? Jeżeli przyjaciółka też się ze mną przywita to posądzisz mnie, że jestem lesbą?!
-Co innego jeżeli to przyjaciółka, a jakiś szczeniak!- krzyknął, a w tym samym czasie rozpętała się burza. To było przerażające jak na mnie patrzył. Byłam cała sparaliżowana. Zrobiło się dziwnie ciemno.
-Nie mów tak o nim!- zaczęłam go bronić. Nie zasługiwał na to, przecież zaprowadził mnie pod dom, inaczej nie wiem co by się stało skoro byłam pijana. On tego nie rozumiał.
-Dziwka! -Jednym ruchem uderzył mnie w twarz, z taką siłą, że przewróciłam się i wylądowałam na zimnych kafelkach. Dotknęłam skóry, cała szczypała. Uroniłam parę łez, czy moje życie będzie tak wyglądało? Zszokowało mnie to co zrobił. To co zrobił, sprawiło, że byłam wręcz przerażona. Adrenalina rozprzestrzeniła się po całym moim ciele. Czułam jak serce chce wyskoczyć i uciec jak najdalej. Patrzyłam na niego ze strachem.
-Kurwa…- otrząsnął się i chciał podejść do mnie. Czym bliżej był, tym bardziej przesuwałam się do tyłu póki nie dotknęłam drzwi.
-Nie proszę… nie bój się… Jezu co ja zrobiłem- powiedział kucając koło mnie. Schował twarz w dłonie, nie płakał… Ja nadal patrzyłam, obserwując co robi. Wykorzystując jego nieuwagę, zerwałam się i pobiegłam w stronę schodów. Było chyba 6 par drzwi. Szybko wskoczyłam do najdalszego i zamknęłam się na zamek. Osunęłam się po drzwiach podkurczyłam nogi i wybuchłam płaczem. Szukał mnie, słyszałam jak otwiera i zamyka drzwi. W końcu doszedł do moich. Zaczął szarpać za klamkę. Nie chciałam słuchać krzyków i huków jakie robił uderzając w drzwi. Poszłam rozejrzeć się po pokoju. Zauważyłam wielką szafę, postanowiłam do niej wejść. Zakryłam się ubraniami i zamknęłam ją. Zatkałam uszy bym nie wysłuchiwała jego ostrzeżeń, że wywarzy drzwi.



Usłyszałam jak ciężkie drzwi upadają głośno na podłogę. Otworzyłam szerzej oczy i zasłoniłam usta by nie wydobył się żaden dźwięk. Był jeden problem- on w końcu mnie znajdzie. Bałam się odkryć na co go stać jeszcze. Policzek nadal był czerwony i bolał, jak nic będę miała siniaka. Kurwa… mam posrane życie normalnie. Nagle uchyliły się drzwiczki, zaklęłam w myślach i prosiłam by mnie nie zauważył. Ale niestety- moje błagania chyba nie dotarły. Chłopak wziął mnie na ręce. Zaczęłam stawiać opór i kopać ile sił. Jego to natomiast nie wzruszyło i położył mnie na łóżku przyciskając nadgarstki i blokując nogi, tak abym nie mogła się ruszyć. Leżał prawie na mnie, a ja próbowałam ile sił, by mu się wyrwać i uciec.
-Uspokój się, proszę- powiedział łagodnie, ale ja nie przestałam
-Puść mnie!- krzyknęłam, ale on nadal mnie trzymał.
-Jak się uspokoisz- odpowiedział. Powoli przestawałam, a on zaczynał zmniejszać ucisk. Byliśmy blisko siebie na jakieś 2 cm. Czułam jego perfumy, znowu zaczął nade mną władać. Tylko tym razem się nie dałam. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zapadła cisza.
-Przepraszam… za wszystko- przerwał.
-Mam to w dupie, kolejny raz mnie ktoś zranił. Wiesz jak to boli?! Patrz co przez ciebie mi zrobili, co ty mi zrobiłeś!- krzyczałam przez łzy. Pokazałam mu najpierw bandaż gdzie miałam rozciętą lekko skórę i policzek, który podejrzewam, że robił się siny. On za to schylił głowę i otarł twarz. To tak cholernie bolało, gdy osoba którą bardzo kocham- rani mnie. To było nie do pojęcia co miałam w głowie. Najdziwniejsze w tym wszystkim były jego oczy. Raz były pogodne, brązowe, głębokie a z drugiej strony puste, ciemne i płytkie.
-Ja.. nie mogę… - walczył sam z sobą, to było dziwne dosyć.
-Co? Daruj sobie… nic o sobie nie wiemy! Nic! Rozumiesz?- ciągnęłam dalej rozmowę
-Proszę cię… - złapał mnie za rękę, ale ją odrzuciłam.
-Za dużo już się nacierpiałam! Wiesz jak teraz wyglądam!- wpadłam w furię. Serce nie wyrabiało. Coraz bardziej bolało. Krople lecące po policzkach leciały coraz szybciej. Czemu? Czemu wszyscy mnie krzywdzą?
-Błagam- zatrzymał mnie gdy schodziłam z łóżka, ale szarpnęłam ręką by uwolnić się z uścisku. Zbiegłam na dół i czym prędzej wzięłam rzeczy i wyszłam. Wsiadłam do auta i tylko kątem oka widziałam jak wybiegł przed dom i patrzył się jak odjeżdżam. Jechałam do centrum, miałam dosyć.. dosyć wszystkiego. Zatrzymałam się na stacji, kupiłam piwo, położyłam na tylnim siedzeniu i poszłam do apteki po tabletki nasenne. Jednak sprzedawczyni musiała się uczepić
-Nie mogę pani sprzedać w takim stanie- poinformowała
-Jak to nie może? Musi pani, jestem klientką!- powiedziałam głośno. Najwyraźniej się wystraszyła i sprzedała mi to co chciałam. Zabrałam zakupy i poszłam do łazienki w podziemiach. Usiadłam na toalecie i wysypałam kilka tabletek na rękę. Patrzyłam zastanawiając się nad życiem. Zostałam oszpecona, zraniona, pobita… to był w tej chwili pretekst, jaki może wyjaśnić to co chcę zrobić. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, które były oczywiste. Połknęłam kilka pigułek i szybko popiłam piwem. Wypiłam od razu całe. Wyrzuciłam do koszyka obok puszkę i siedziałam opierając nogi na ścianie. Teraz miałam pewność, że nikt mnie nie zrani… pomyślałam o liście, jednak było na to za późno. Zachciało mi się spać. Słyszałam w tle jak ktoś pytał czy wychodzę… nie miałam siły by odpowiedzieć. Zamknęłam oczy, czułam się normalnie. Nie bolało ani nic. Mogłam tylko czekać jak pójdę gdzieś wysoko, gdzie nikt nie dosięgnie mnie i nie sprawi mi krzywdy…

„Serce nie sługa jak powiadają poeci. Ale co jeśli zrani je bo ktoś ją oszukał i dopiero wtedy dusza się obudzi i krzyczeć będzie by ktoś ją odszukał…”


Od autorki: Dzięki miłym komentarzom, postanowiłam dodać rozdział :) Wyszedł mi chyba najdłuższy jak dotąd, ale będziecie mieli co czytać gdy mnie nie będzie (wyjeżdżam na tydzień). Bardzo dziękuję za miłe słowa. I proszę wchodźcie w linki. Chyba że ktoś nie lubi, ja uważam, że daje mniej więcej obraz jak mamy to sb wyobrażać ;) A jeżeli chodzi o te końcowe wierszyki... są mojego autorstwa i jak zauważyliście piszę je w wiadomościach :) Pod koniec historii mam zamiar to złączyć w jeden cały wiersz i zobaczymy co wyjdzie... Nie wiem jak będzie z tym rozdziałem, ale wydaje mi się, że znowu nie oddaje w pełni tego co chciałam Wam przekazać. Krótko mówiąc czuję niedosyt i większość może stwierdzić, że końcówka jest banalna, ale cóż... Liczę na Waszą opinię i żegnam bo wrócę na początku sierpnia.
Pozdrawiam cieplutko :* I do kolejnego rozdziału!
Tagi: Rozdział 4
19.07.2013 o godz. 23:25

-Jeśli tylko chcesz możesz poznać tajemnicę…- powiedział, a ja w ramach zgody kiwnęłam głową. Całowaliśmy się jeszcze przez jakiś czas, dopiero później dotarło do mnie to co powiedział. Położyłam rękę na jego torsie, lekko się odsuwając tak by spojrzeć mu w oczy. Zmarszczyłam brwi badając każdy centymetr jego twarzy, oczy nie pokazywały tego samego… uwielbienia, pożądania. Były one jakby patrzył na zwykłą pustkę, nieznaczący przedmiot.
-Jaką tajemnicę… o czym ty mówisz?- zapytałam podejrzliwie. Zabrałam rękę gdy gwałtownie się przysunął. Jednym ruchem sprawił, że siedziałam na blacie. Jego oddech przyspieszył i zaczął mnie gwałtownie całować. Próbowałam go od siebie odsunąć, lecz on był o wiele silniejszy.
-Przestań!- krzyknęłam i z całej siły uderzyłam go w policzek. Zamurowało go to co zrobiłam. Spojrzałam na niego, znowu się zmienił. Powróciły jego brązowe słodkie oczy, jednak nie dałam tym razem się nabrać. Patrzyliśmy na siebie osłupieniu, w ciszy. Czułam krople spływające po moich policzkach. Kolejny raz ktoś mnie skrzywdził, a zaufałam mu. Odsunęłam go i szybko pobiegłam do łazienki, zamknęłam się by nie wszedł. Siedziałam na toalecie i nasłuchiwałam. Kroki się powoli zbliżały. Mogłam się domyśleć, że oczekuje mojego szlochania. Zakryłam ręką usta, by nie wydobył się dźwięk łamanego serca. Cała ta sytuacja mnie przytłaczała. Najpierw się dowiaduję, że miły chłopak to tak naprawdę koleś wytykany palcami na osiedlu i postrach innych. A teraz drugi raz z rzędu zostaję macana. Siedziałam tak jeszcze kilka minut póki nie usłyszałam huknięcia w salonie. Było tak głośno, że podskoczyłam ze strachu. Wywnioskowałam, że uderzył wazon. Nie mogłam tak dłużej się ukrywać we własnym domu. Poszłam do drzwi, zawahałam się gdy złapałam klamkę. Przekręciłam gałkę i popchnęłam drzwi. Tak jak myślałam, porcelana leżała roztrzaskana na kawałki. On za to siedział skulony na sofie z rękami splecionymi na karku. Bałam się go, czułam od niego złą energie, a jednak mnie przyciągała. Wydawało mi się, że płacze. Jego klatka wykonywała dwa krótkie, szybkie wdechy i gwałtowny wydech. Zrobiłam krok ku sofie, ale zatrzymałam się na jego głos
-Nie podchodź, nie chcę byś cierpiała…- powiedział szlochając. Zrobiło mi się go szkoda. Będąc wystarczająco blisko, dotknęłam jego ramienia. Stałam cierpliwie, aż zaczął mówić
-Nie potrafię kochać- usłyszałam jego niski głos. Poczułam się odpowiedzialna, że ja mogę się nim zaopiekować mimo wszystko.
-Potrafisz, ja to widzę- powiedziałam miękko, by zapalić w nim iskrę nadziei. Nie czekałam na reakcję, poszłam do kuchni by wziąć szczotkę i zmieść resztki ozdoby. Schyliłam się by sięgnąć z pod zlewu szczotkę z szufelką i usłyszałam trzask drzwi. Wyprostowałam się i nikogo nie było. Po prostu sobie wyszedł po tym wszystkim co się stało?! W tym momencie nie byłam zła czy wściekła… byłam wkurwiona. Poszłam posprzątać i weszłam na facebooka. Od razu zaczęli bombardować mnie znajomi.
„Słuchaj nie wiem jak, gdzie i co, ale muszę się napić!”- napisała Lilly. Nawet nie napisała głupiego „hej”, które dla mnie wiele znaczy.
„Jak będziesz tak pisać to sobie pomyślę, że w alkoholizm popadasz”- odpisałam. Nie podobało mi się to w jaki sposób zaczyna podchodzić do życia. Pije, imprezuje… a ja? Zawsze byłam cicha i mała. Bałam się konsekwencji jakie mogą być itd.
„W dupie to mam, o 19 pod fontanną”- i poszła… nienawidzę gdy ktoś zostawia mnie w takiej sytuacji. No ale co miałam zrobić.
-Hej! Już jestem!- krzyknęła Martha
-O! Okej…
Poszłam do kuchni by przywitać się z siostrą. Zabrałam od niej torebkę, którą mi wręczyła
-Co to?- uniosłam brwi
-Zobacz sobie, kupiłam Ci jakbyś chciała się wybrać gdzieś…
Otworzyłam pudło o średniej wielkości. W środku leżała złożona, granatowa suknia. Była przepiękna, akurat w moim guście. Odłożyłam ciuch na blat i rzuciłam się na siostrę. Zdążyłam zapomnieć o sytuacji , która zaistniała niedawno. Byłam zmęczona, chciałam odciąć się od tych myśli, chociaż na chwilę. Westchnęłam głęboko…
-Coś się stało?- zapytała odsuwając mnie lekko
-N..nie jestem zmęczona i tyle, pójdę się położyć- schyliłam głowę
-Zawołam Cię na obiad- powiedziała troskliwie, nie pytając o nic więcej poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i opadłam na łóżko. Jęknęłam z bólu gdy całym ciężarem wylądowałam na ręce.
-Fuck…- zaklęłam pod nosem, gdy zorientowałam się, że zostawiłam w kuchni bandaż. Musiałam zapomnieć o wszystkim gdy mnie całował… spojrzałam na zegarek „18:34”… kurwa, muszę się szykować. Zwlekłam się z wygodnego łóżka. Pomyślałam, że założę sukienkę. Tak zrobiłam, wyprostowałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Była już za dziesięć 19.
-Ja wychodzę!- powiedziałam lekko się wahając jak zareaguje siostra, fakt bałam się… ale nie mogę się ukrywać wiecznie. Założyłam biały sweterek by zakryć bandaż, który wcześniej założyłam.
-Gdzie idziesz?- zapytała dosyć niepokojącym tonem
-Z Vicki się od stresować – uśmiechnęłam się , na co ona zareagowała tak samo
-Dobra idź, ale uważaj bardzo Cię proszę!
-Dobrze mamo!- zaśmiałam się i ona też
Szłam wzdłuż chodnika, widziałam długowłosą, szatynkę. To była Victioria, trzymała w ręku wino. Podeszłam do niej, była ubrana w krótką fioletową sukienkę. Bardzo pasował do niej ten kolor. Miała pewne zawahania jeśli chodzi o wygląd, ale dzięki mnie i Lily wyszła z tego.
-To gdzie idziemy?- zapytałam, w parku nikogo nie było więc swobodnie mogłyśmy rozmawiać i się śmiać, jednak ta pustka nas przerażała.
-Do kolegi na imprezę- uśmiechnęła się grzecznie. Pocieszało mnie to, że ktoś się do mnie uśmiecha. Taka mała rzecz, a dla mnie wiele znaczy. Ale do kolegi?! Serce mi stanęło na samą myśl co było przedwczoraj. Przełknęłam głośno ślinę.
-Do Jack’a ?- wydusiłam
-Tak, bo co? No weź będzie fajnie…!- krzyknęła na całą ulicę. Wyciągnęła do mnie rękę i uniosła brwi. Nie byłam do końca przekonana do tego by znowu iść na pełne samobójstwo. Myśl, że mogę to przeżyć jeszcze raz, przerażała mnie. Mimo to wyciągnęłam niechętnie rękę.
***

Stałyśmy przed domem „imprezowicza”. Muzyka głośno grała, że słychać było z końca ulicy. Spojrzałam na przyjaciółkę, była podekscytowana. Otworzyłyśmy drzwi i od razu przywitał nas jakiś facet. Weszłyśmy do środka.


Zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka. Wyciągnęłam z tłumu Vick i zaczęłyśmy tańczyć w rytm piosenki. Światła były zgaszone, gdzie niegdzie pojawiały się przebłyski kolorowych świateł, co dawało super efekt. Było strasznie dużo osób, cały dom był pochłonięty ludźmi. Każdy skakał w rytm bitu, który był na refrenie. Niespodziewanie usłyszałam czyjś głos „ups, przepraszam odbijamy” i zobaczyłam jak jakiś chłopak zaczął tańczyć ze mną. Miał krótkie włosy postawione do góry, biała koszula i niebieskie jeansy. Wyglądał bardzo ładnie, nie wspominając o twarzy, która była dla mnie ideałem. Wyglądał jak anioł gdy zza pleców biło jasne światło. Patrzyłam się cały czas na niego, a on na mnie. Wydawał mi się miły, ale wolałam zachować dystans zwłaszcza po 2 zawodach. Delikatnie mnie złapał za rękę i zakręcił w Okół mojej osi. Po czym wtulił w siebie mówiąc mi do ucha „ładnie pachniesz”. Czułam jak moje policzki nabierają różowej barwy, to było słodkie zwłaszcza jego głos. Poczułam coś dziwnego, jakby coś mnie skręcało w żołądku. Nigdy tego nie miałam, chyba że zbierało mi się na wymioty. Nogi trzęsły się od napływu emocji. Czułam się w tamtej chwili jak księżniczka, która nie chciała by czar prysł. Niestety musiało się to skończyć i piosenka przeszła na inną. Chciałam uniknąć krępujących spojrzeń i uciekłam do baru. W drodze odwróciłam głowę, ale on nadal za mną szedł. Wyglądało to jakby ktoś wyciągnął scenę z filmu. Usiadłam w końcu na stołku przy barze i zamówiłam drinka. Obserwowałam tłum, czy przypadkiem nie śledzi mnie. Poczułam jak ktoś łapie mnie lekko za ramie i przekręca na obrotowym krześle.
-Jestem Drew- uśmiechnął się pogodnie. Miał błękitne oczy jak ocean, lśniły w blasku świateł. Odwzajemniłam uśmiech. Uścisnęłam jego dłoń, którą wcześniej wyciągnął jako gest grzecznościowy.
-Jestem Zoe- powiedziałam i odwróciłam się w stronę barmana, aby zabrać kieliszek z alkoholem. Wzięłam mały łyk, by posmakować nowego smaku. Smakował jak aroniówka, smakowało mi nawet…
-Dzięki- kiwnęłam do bruneta w ciemnym kubraku.
-Jesteś tu pierwszy raz?- zapytał unosząc jedną brew. Zastałam na to pytanie, dlaczego wszystko sprowadza się do jednego?! Miałam dosyć tych wszystkich wspomnień z chłopakami. Zaczęłam pić większe łyki, aż w końcu wypiłam cały kieliszek. Położyłam na blacie i pokazałam by nalał mi jeszcze jeden.
-Drugi- odpowiedziałam krótko. Był zdziwiony gdy z kolejną porcją napoju zrobiłam tak samo.
-Przystopuj trochę… - powiedział ostrożnie podnosząc dłoń w geście spowolnienia. Jednak go nie słuchałam i powtórzyłam czynność.
-Jakoś poprzednio Cię nie widziałem- rzekł. Czułam jak alkohol rozprowadził się w żyłach po całym ciele. Zrobiło mi się momentalnie gorąco. Byłam odurzona zapachem jego perfum. Nie byłam sobą. Kołowało mi się w głowie.
-Byłam zajęta- zaśmiałam się. Miałam to w dupie czy wyglądało to na dziwkę czy nie. Widać, że się również zaśmiał. Wpadłam na pewien pomysł i zerwałam się z miejsca. Potknęłam się gdy szłam w kierunku DJ, podłoga się ruszała jednak podążałam dalej.
-Mogę zaśpiewać coś?- zapytałam, próbując przebić się przez muzykę
-Trzymaj- podął mi drugi mikrofon. I zaczął coś ustawiać- Co chcesz?
-How to be a heartbreaker- podałam a on jedynie coś nacisnął. Zapowiedział tylko, że jestem ochotniczką na karaoke. Spojrzałam w stronę baru, chłopak uważnie mi się przyglądał. Muzyka zaczęła lecieć z głośników, a ja poczułam się jak za dawnych lat kiedy śpiewałam na scenie. Ludzie tańczyli w rytm piosenki, a ja bawiłam się na scenie. Nagle tłum zaczął klaskać, co mi pochlebiało. Kiedy dźwięk ucichł DJ wszedł na podest i podziękował wszystkim. Powoli zeszłam ze schodków i ledwo co dotarłam na miejsce.
-W porządku?- zapytał widząc, że nie czuję się najlepiej.
-Kręci mi się w głowie- powiedziałam prawie szeptem.
-Chodź- zaczął mnie prowadzić w stronę wyjścia. Stawiałam opór, jednak przez alkohol nie mogłam normalnie funkcjonować. Wsiadłam do czarnego samochodu. Otworzył mi drzwi po czym poszedł z drugiej strony, by wsiąść na miejsce kierowcy. Wskazałam mu drogę. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, pomógł mi wstać i dojść do domu. Poczułam tylko jak upadam na ziemię…
***

Otworzyłam oczy i po chwili gwałtownie zamknęłam. Paliło mnie jasne światło. Zasłoniłam dłonią twarz i dopiero mogłam się powoli przyzwyczaić. W końcu mogłam swobodnie rozejrzeć się pokoju, póki nie zobaczyłam - Zayna. Dopiero wtedy zorientowałam się, że leżę w szpitalu. Spojrzałam na zegarek "00:43"?! To nie możliwe... abym spała cały dzień. Próbowałam sobie coś przypomnieć, jednak ból nie dawał za wygraną. Wróciłam wzrokiem na przystojnego faceta, który spał. Wyglądał uroczo i nareszcie mogłam mu się przyjrzeć. Jasne pasemko opadło na jego oliwkową skórę, a jednodniowy zarost dodawał mu męskości. Uśmiechnęłam się słabo. Spojrzałam na siebie, leżałam pod jakimś białym prześcieradłem, podłączona do kroplówki. Co mi się stało? Kompletnie nic do mnie nie docierało. Co mogło zdarzyć się poprzedniej nocy? Spojrzałam na swoją rękę, była wpleciona w palce bruneta. Oparłam głowę na poduszkę i zamknęłam oczy. Próbowałam przebić się przez narastający ból. Nagle zobaczyłam twarz... myślałam jeszcze trochę i przypomniało mi się kawałek sceny. Kiedy tańczyłam z Drew.Rozproszył mnie mężczyzna przekręcając się, prawie spadł z krzesła. Zerwał się i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się móc zobaczyć jego tęczówki. Nagle przypomniał mi się moment, gdy krzyczał... na mnie. Od razu spoważniałam. Nie czułam się do końca bezpiecznie z świadomością, że jest nieobliczalny.
-Jak się czujesz?- zapytał opiekuńczo. Podniosłam się by usiąść.
-W porządku, co się stało?- ledwo mówiłam. Głowa zaczęła jeszcze bardziej się upominać, aż jęknęłam z bólu.
-Byłaś na imprezie i wróciłaś pijana. Przewróciłaś się i rozcięłaś sobie głowę- podniosłam rękę by dotknąć skaleczonego miejsca. Dzięki bogu bliznę zasłaniała grzywka ułożona na bok. Przypomniał mi się moment w domu. Kiedy był niebezpieczny i krzyczał- na mnie. Samo wspomnienie mnie bolało. Bałam się go, automatycznie zabrałam rękę, która chwilę wcześniej była wpleciona z jego.
-Po cholerę wróciłeś?- zapytałam szorstkim tonem. Nie spodobało mu się to pytanie, jednak to dawało mi więcej satysfakcji. Spojrzał mi w oczy ponownie i powiedział lekko
-Aby w końcu zagrać w otwarte karty- rzekł.
-To znaczy?- zapytałam. On spojrzał na moją rękę, którą trzymał. Widać, że nad czymś się zastanawiał. W ciągu 1/3 sekundy wstał i mnie pocałował. W tym krótkim czasie, władał moimi zmysłami... ciałem. Przez tą krótką chwilę potrafił mnie oczarować. Nie stawiałam mu oporu- nie mogłam... Rozchyliłam usta. Jego język definitywnie nade mną dominował. Dłońmi otulił moją twarz. Był ostrożny i namiętny. Rozkoszowałam się tą chwilą. Po raz kolejny doświadczyłam wspaniałego uczucia. Najgorsze były wspomnienia, którymi żyłam. Przez natłok wszystkiego uroniłam parę łez. Chłopak odchylił się by spojrzeć na moje mokre policzki.
-Kocham Cię... tak cholernie Cię kocham, jak nikogo nigdy!- powiedział niemalże błagalnym głosem. Uśmiechnęłam się ze szczęścia, w głębi duszy czułam, że mówi prawdę. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ku mojemu zaskoczeniu, na jego policzku pojawiła się łza. Westchnęłam głęboko, by odpowiedzieć krótko
-Ja.. chyba Ciebie też...- uśmiechnął się. Tym razem ja dotknęłam jego policzki i pocałowałam. Śmialiśmy się przez krótkie buziaki. Przeniósł się na szyję, po czym zassał się w miejscu między linią szczęki. Lekko bolało, jednak pasowało mi to.
-Teraz będziesz moja- szepnął, zostawiając małą pieczątkę na mojej skórze. Chodziło mi tylko jedno pytanie "Jak długo będzie trwało to szczęście?"

"Została najpierw zraniona, a później obdarowana od Boga aniołem. Czy to szczęście na długo potrwa? Niedługo każdy się dowie... Miłość niebezpieczna, dłużej trwająca, czy okaże się jednak kojąca?"


Od autorki: No więc mamy 3 rozdział. Nie jestem zadowolona z niego, ciężko mi się jakoś go pisało, bo komputer mi się zacinał. Wydaje mi się, że mógł być lepszy... no ale cóż. Chcę Wam strasznie podziękować za komentarze! I ja nie wiem jakim cudem przy 3 rozdziale osiągnęłam prawie 2 000 wyświetleń. Strasznie Wam DZIĘKUJĘ, każdemu z osobna! Mam nadzieję, że również Wam się spodoba ten. I UWAGA! W związku z tym, że są wakacje. W niedzielę wyjeżdżam. I nie będzie mnie przez tydzień. Może uda mi się jeszcze w tę sobotę dodać kolejną część, a jeżeli nie to przepraszam :c Mam nadzieję, że mnie nie zostawicie? Proszę o szczere komentarze i zapraszam do głosowania w nowej ankiecie.
Pozdrawiam serdecznie :*
Tagi: Rozdział 3
18.07.2013 o godz. 20:25
Poczułam nagle coś mokrego na brzuchu. Byłam zmuszona by rozbudzić się ze snu. Otworzyłam oczy i ledwo powstrzymywałam się od krzyku. Cała byłam we krwi, spojrzałam na opatrunek, który był przemoczony czerwoną cieczą. Zerwałam się z łóżka i szybko poszłam do łazienki. Odkręciłam prysznic, rozebrałam się i stanęłam przed kabiną. Czy to dobry pomysł? Bałam się tam wejść, czy będzie mnie to piekło? Przypomniała mi się cała poprzednia impreza. Ten tajemniczy facet przy barze ,a później ten psychopata. Całe to zdarzenie ogarnęło mój umysł, że nie myślałam o niczym innym. Odkleiłam plaster. Rana się zeschła zostawiając brzydki ślad… patrzyłam na nią i zastanawiałam się co ten symbol oznacza. Krzyż czy co to jest? Czy to w ogóle zejdzie bez śladu? Ponownie miałam 1000 pytań, które krążyły w okół mnie. Byłam zaspana, zszokowana i obolała. Na nadgarstku widniały sine plamy od silnego ściśnięcia. Wyglądało to beznadziejnie i tak się czułam. Z transu wybiło mnie pukanie do drzwi.
-Ej mogę pożyczyć tą fioletową bluzkę na ramiączka?!- krzyknęła Martha (siostra). Totalnie mnie zamurowało na myśl, jak zareaguje gdy zobaczy krew na łóżku.Nasza więź byłą dziwna, czasem się troszczyłyśmy o siebie, a czasem mogłybyśmy wydrapać sobie oczy. To potwierdza, że jesteśmy typowym rodzeństwem. Nie raz pomagałam jej od oderwania się od narkotyków, jednak bez skutku.
-O kurwa! Zoe! Nic ci nie jest! Co to za krew!- zaczęłam dobijać się do drzwi. Waliła pięściami tak mocno, że dźwięk przeważał nad szumem wody.
-Zaraz wyjdę!- odpowiedziałam i ucichła. Szybko się przemyłam wodą by zmyć ślady krwi. Wbrew moim obawom nie było tak źle. Rana zaschła, ale wiedziałam, że będzie jeszcze ropa. Ubrałam się w czyste ubrania i założyłam świeży opatrunek. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak ostatnie nieszczęście. Podkrążone oczy, worki pod oczami. Jeszcze nigdy tak szybko się nie wyszykowałam. Do miski nalałam chłodnej wody, posypałam proszkiem do prania i włożyłam brudne ubrania. Stanęłam przed drzwiami, zamknęłam oczy. Próbowałam dopasować właściwie słowa, by powiedzieć co stało się poprzedniego wieczora. Złapałam za zamek, wzięłam głęboki oddech i przekręciłam nadgarstek. Nie musiałam łapać za klamkę, siostra zdążyła otworzyć je. Widziałam jej przerażenie w oczach. Jej brązowe oczy były zaszklone, a twarz blada jak ściana. Próbowałam ją ominąć, ale oparła się o framugę i drzwi, że nie miałam przejścia.
-Wyjaśnij mi co to ma znaczyć…- kiwnęła głową w stronę łóżka. Nie miałam siły by to wszystko odtworzyć z mojej pamięci i się wyżalić. Czułam się przez to brudna, obmacywanki, alkohol. Nie poznałam siebie. Minęło trochę czasu, obserwowała moje zachowanie, a ja patrzyłam się ślepo w łóżko. Próbowałam schować przed nią ranę i ściągałam rękaw. Niespodziewanie wzięła moją lewą rękę i delikatnie odsunęła bluzkę, nie spuszczała ze mnie wzroku. Gdy zobaczyła wielki opatrunek, zmarszczyła brwi i znowu spojrzała na mnie. Jedyne co mogłam zrobić to przełknęłam ślinę, gdy dotknęła końcówki bandaża. Niepewnie cofnęłam rękę, ale ona pociągnęła ramię bardziej do siebie. Zaczęła zdejmować bandaż. Gdy została jedna warstwa, zwolniła tempo i się zastanowiła. Ostrożnie zerwała materiał. Na widok brzydkiej szramy rozchyliła usta i upuściła białą siateczkę
-Secret Josh… - powiedziała to tak cicho, że dzięki ruchowi warg zrozumiałam co powiedziała
-Kto?- zapytałam
-Kto ci to zrobił? Jak wyglądał? Gdzie to było? Mów!- mówiła prawie krzycząc. Oderwałam rękę i poszłam sprzątnąć pościel. Zerwałam kołdrę i zaczęłam odwlekać poszewkę. Średnio sobie z tym radziłam. Przez bolące cięcie, byłam osłabiona. Kiedy zobaczyła, że słabo mi szło podeszła i pomogła mi. Było to miłe z jej strony, poczułam się jak kiedyś. Gdy w dzieciństwie robiła za mnie obowiązki, kiedy miałam złamaną rękę. Zamiast stać i patrzyć podeszłam do szafki i wyciągnęłam t-shirt jaki chciała. Położyłam na fotelu. Wzięłam materiały i zaniosłam do łazienki by włożyć je również do miski. Zabrałam bandaż z podłogi i zaczęłam od nowa go zawijać by zakryć oszpeconą skórę.
-No więc słucham…- powiedziała siadając na fotelu
-Ja… ja nie wiem od czego zacząć…- wyjąkałam ledwo, coś mi leżało na sercu. Czułam się dziwnie.
-Kogo spotkałaś i gdzie?
-Wczoraj byłam na imprezie u Jack’a, poszłam najpierw do baru i spotkałam jakiegoś gościa. Siedzieliśmy obok siebie.
-Jak wyglądał?- zmarszczyła ponownie brwi
-Był dosyć wysoki, miał skórzaną kurtkę, ciemna karnacja, brązowe oczy, włosy czarne, miał lekko po bokach przystrzyżone i postawione do góry. Zauważyłam też jasne pasemko na przodzie… przystojny- dodałam nieśmiało
-Ktoś jeszcze był?-Nie zwróciła uwagi na moje zdanie, czułam się jak na przesłuchaniu
-Wymieniliśmy się słowami i poszłam do toalety, wychodząc…- resztę słów ugrzęzło mi w gardle. Oczy znowu miałam zaszklone, chwilę później moje policzki były mokre. Nie mogłam powstrzymać szlochu.
-Wychodząc… słuchaj, ja muszę widzieć. Znam wiele osób i muszę być w 100% pewna kto to zrobił!- krzyknęła
-Zamknij się rodzice są... – próbowałam ją uciszyć
-Nie ma wyjechali na parę dni, zostawili kartkę, że nie będzie ich przez 5 dni bo wyjeżdżają na jakieś warsztaty z pracy. Powiesz mi co się działo?- krążyła dalej w tym temacie. Bałam się komukolwiek o tym powiedzieć. Otarłam rękawem twarz. Wzięłam głęboki wdech
-Wyszłam i przywarł mnie do ściany jakiś mężczyzna, było ciemno. Zaczął się nade mną znęcać- znowu zaciągnęłam się powietrzem- dotykał mnie i później groził mi. Wyciągnął nóż i… - pokazałam na rękę. Krople spływające w dół buzi były wielkie jak groszki. Nie mogłam zatrzymać narastającego napięcia.
-Jak wyglądał?- zapytała znowu nie zwracając na mój stan
-Wysoki o głowę, ciemne włosy, Ubrany na czarno, miał bandanę przyczepioną do spodni. Wiesz kto to?
-Nie pokazuj się na imprezach w najbliższym czasie
-Zadałam pytanie- podniosłam ton. To było niesprawiedliwe, że ja musiałam odpowiadać a ona nie może nawet na jedno.
-Znam go i uprzedzam Cię, lepiej chodź jasnymi uliczkami chyba, że życie ci nie miłe- Zatkało mnie, ale chciałam o nim wiedzieć jak najwięcej.
-Ale kto to jak się nazywa?!
-Secret Josh….- znowu powiedziała cicho, że ledwo usłyszałam
-Kim jest?
-Najgroźniejszy facet na naszym osiedlu. Nadużywa alkoholu, często wkręca się w imprezy, nawet jeśli nie jest zaproszony. Dziewczyny traktuje jak dziwki. Zdarzało się, że były niektóre przez niego naznaczone jeśli przypadły mu bardziej do gustu. Dlatego jestem zszokowana, boję się o ciebie. To dupek, każdy się go boi. Krążą plotki, że kiedyś miał dziewczynę,kochał ją bardzo. Ale ta go zdradziła i teraz się mści na kobietach.
-A co się z tamtą stało?
-Nie wiadomo, zniknęła. Mówią, że ją zabił…- zadrżałam. Zrobiło mi się zimno. Nie do końca rozumiałam co we mnie widział.
-Po cholerę zrobił mi ten znak?- spytałam o główną rzecz jaka chodziła mi po głowie
-By Cię naznaczyć, proste… Ja na twoim miejscu bym się na razie nigdzie nie pokazywała.
-Zajebiście- powiedziałam i schowałam twarz w ręce. Znowu zaczęłam płakać. Co ja mam teraz zrobić. Ta sytuacja mną wstrząsnęła. Dzięki bogu, że rodziców nie będzie. Nie wiem co bym powiedziała gdyby zobaczyli moja rękę. Najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach. Myślałam tak jeszcze przez jakiś czas, aż poczułam jak ktoś mnie obejmuję.
-Dziękuję- powiedziała
-Za co- odsunęłam dłonie i przytuliłam się
-Przestałam brać, dzięki tobie…- szepnęła jakby się wstydziła
-To ja dziękuję- uśmiechnęłam się na tę wiadomość. Byłam z niej dumna. Siedziałyśmy tak wtulone parę minut. Nagle dostałam sms. Sięgnęłam z szafki nocnej telefon. Na wyświetlaczu widniał napis „Mama” otworzyłam kopertę i zobaczyłam „Mogłabyś pójść do sklepu i kupić na obiad sobie? Zostawiłam Wam kartkę na lodówce. Kocham Was Xx”
-Dobra to idę, zrobimy spaghetti ok.?- zapytałam
-Ok… ja idę na chwilę do koleżanki bo coś chciała. Dasz sobie radę sama?- zapytała z troską. Dawno nie widziałam takiej swojej siostry. Przeważnie na czarno ubrana, oczy podkrążone, źrenice rozszerzone od ćpania. Poczułam się znowu jak dawniej.

Sięgnęłam z szuflady siatkę na zakupy, założyłam buty i wyszłam. Zamknęłam drzwi, sprawdzając 2 razy czy są na pewno zamknięte. Szłam w upał w bluzce na długi rękaw. Było mi tak gorąco, a jednak nie mogłam odsłonić bandażu. Weszłam do marketu i dzięki bogu była klimatyzacja. Chłodny wiaterek podwiewał mi pod bluzkę. Zabrałam składniki potrzebne do obiadu i leniwie poszłam do kasy. Grzecznie zapłaciłam i wyszłam. Postanowiłam przejść się skrótem przez park. Próbowałam nie myśleć o zakazie wychodzenia. Nagle zza drzewa wyszedł potężny mężczyzna. Jego posturę poznałam od razu. Na sam widok stanęłam jak wryta. Upuściłam niechcący jedną reklamówkę i instynktownie zrobiłam krok do tyłu. Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco . Mózg podpowiadał mi by uciekać, ale koniczyny w ogóle na to polecenie nie reagowały. Patrzył się na mnie jakby miał mnie zaraz zgwałcić. Podchodził powoli. Każdy krok był dla mnie jak cios w brzuch. Bałam się go. Spojrzałam na około, nikogo nie było.
-Nie bój się, najgorsze za tobą- odezwał się niski ochrypły głos
-Odejdź ode mnie- powiedziałam groźnie gdy był już blisko mnie.
-O daj spokój, jesteś taka… niewinna, bezbronna… piękna – pogłaskał mnie po policzku, musiałam zrobić to co mi kazało serce i uderzyłam go z całej siły z liścia. Odwrócił głowę pod wpływem ciosu. Cofnęłam rękę, a on splunął… spojrzał na mnie tymi oczami, wydawały się czarne. Miał ciemno brązowe włosy i ostre rysy twarzy.
-Ty suko… -syknął i złapał mnie za nadgarstek. Zaczęłam się szarpać, ale to nic nie dawało. Ścisnął go tak mocno, że popłynęły mi łzy. Nigdy jeszcze tak nie cierpiałam… krzyczałam, jednak w pobliżu nikogo nie było. On za to przycisnął mnie do swoich bioder. Czułam się niekomfortowo przy takiej bliskości.
-Będziesz jeszcze moja, sama przyjdziesz.
-Czemu nazywasz się Secret Josh? – zapytałam. Zmarszczył brwi i dłonią ścisnął moje dwa poliki
-Skąd o nim wiesz?!- krzyknął- Gadaj!- zaczął mną szarpać
-Zostaw ją!- odezwał się ktoś. Odwróciłam się od razu gdy mnie puścił. To był ten chłopak przy barze. Ciemnogranatowa koszula i czarne jeansy, a na to bordowa baseballówka. Wyglądał olśniewająco. Ciemna karnacja sprawiała, że był jeszcze bardziej seksowny.
-Co ty tutaj robisz Josh?- warknął. Josh?! To on nie jest nim tylko ten?
-Przechodziłem i usłyszałem krzyki- wyjaśnił- lepiej jak ja ją wezmę…- szarpnął mnie za bolące ramię, a ja jękłam
-Chodź- powiedział przystojniak. Zabrałam siatki i posłusznie poszłam za nim. Nie wiedziałam czemu, ale czułam, że mogę mu zaufać. Czułam się jednak przy nim niebezpiecznie, zwłaszcza po tych historiach co opowiadała mi siostra.
Poszliśmy do mnie. Nikogo nie było i lepiej mi było tam niż u obcego w mieszkaniu. Nie odzywaliśmy się. To było szaleństwo. Nie wiedziałam po co idziemy do mnie, nic do mnie nie docierało.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytałam z grzeczności
-Masz alkohol?- zapytał spoglądając w moje oczy. Ja za to uniosłam brwi i nalałam mu wody. On zaczął pić, był nieco zdziwiony, że nie dałam mu tego co chciał.
-To ty jesteś Secret Josh?- zapytałam, a on zachłysnął się wodą.
-Skąd o nim wiesz?- Spytał ciągle patrząc mi w oczy, dzielił nas tylko blat. A miałam wrażenie, że gdyby go nie było stalibyśmy o wiele za blisko.
-Obiło mi się o uszy… - złapałam się za rękę gdzie miałam ranę i spuściłam głowę
-Pokaż co to- przyszedł do mnie i złapał mnie tam gdzie bolało
-Ała… to boli…- jęknęłam. Odsunął rękaw i zaczął zdejmować opatrunek. Cały czas miał zmarszczone brwi. Patrzyłam na niego z uwagą obserwując jego każdy ruch. W końcu bandaż upadł któryś raz na podłogę
-O kurwa…- szepnął pod nosem tak, że jeszcze usłyszałam. Znowu przypomniała mi się poprzednia noc. Kiedy on mnie macał, a potem mi groził. Instynktownie się cofnęłam na co chłopak spojrzał na mnie. Zaczęłam płakać. Nie potrafiłam jednak do końca mu ufać. Sama nie wiedziałam czego chcę.
-Secret Josh to potoczne przezwisko… nazywam się Zayn… nie płacz- zrobił krok do przodu, a ja znowu się cofnęłam. Poczułam za sobą blat, nie miałam gdzie pójść. On się za to zbliżył. Ciągle patrzyłam w jego oczy. Były ciemne, jego piękne rysy podkreślały jego kości policzkowe. Malinowe usta, które kusiły… nigdy jeszcze tak pięknego mężczyzny nie widziałam. Czułam, że coś z nim jest nie tak.
-Czy to wszystko o tobie to prawda?- prawie szeptałam.
-Nie do końca, ale proszę Cię… nie myśl sobie. Ten znak nie prze ze mnie. Nie zrobiłbym Ci tego. Ty… ty jesteś inna. Tajemnicza jak ja…- przybliżył się tak, że czułam jego perfumy. Pachniał morską bryzą zmieszaną z nutką mięty co dało rozkoszne połączenie. Patrzyłam mu w oczy, były czekoladowe, można było w nich utonąć. Miałam ogromną ochotę go pocałować. Nie musiałam długo czekać. Chłopak pocałował moją szyję, odchyliłam głowę by mógł mieć lepszy dostęp. Rękę zaczesałam jego włosy. Przeniósł się na usta. Nie chciałam dać mu dostępu do wszystkiego, nie rozchyliłam ich.
-Proszę daj się pocałować… jesteś taka krucha i słodka- wziął moją dłoń i bawił się palcami. Od komplementów zaczęłam się robić czerwona. Uśmiechnął się i pocałował mnie znowu, tylko tym razem odpowiedziałam.
-Jeśli tylko chcesz możesz poznać tajemnicę… - powiedział, a ja w ramach zgody kiwnęłam głową…

„Zakochała się chociaż on jest zdaniem innych niebezpieczny. Mówią miłość może być śmiertelna. Czy w tym przypadku się sprawdzi? On jest groźny, a ona słaba i niewinna. Służy jako doskonały cel dla Josha, ale czy taka będzie?”


od autorki: Trochę poplątało się w tym rozdziale, ale obiecuje, że wkrótce się wszystko rozwiąże ;) Mam nadzieję, że się podobało i dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. Proszę o szczere opinie jeżeli chodzi o ten. Pozdrawiam xx
Tagi: rozdział 2
15.07.2013 o godz. 19:50

Czekałam na ostatni dzwonek lekcji, który sygnalizował początek upragnionych wakacji. Cały miesiąc szykowałam się skrupulatnie na wyjazd z moją paczką. To pierwsza taka podróż w moim życiu i w głębi duszy, czuję, że będzie wyjątkowa. By jeszcze lepiej uczcić dzień wolności , wieczorem z Lily idziemy na domówkę do kumpla. Z zamyśleń wyrwał mnie głęboki głos, wołający moje imię. Automatycznie spojrzałam w stronę dochodzącego dźwięku.
-Zoe!- krzyknął ponownie profesor. Nawet nie zdążyłam spytać o co chodzi i rozległ się głośny dzwonek. Nauczyciel wyraźnie wkurzony zabrał teczkę i wyszedł. Ja również zabrałam rzeczy i poszłam ku wyjściu. Wszyscy krzyczęli ze szczęścia, tylko ja cicho próbowałam się przecisnąć przez tłok na korytarzu. Dotarłam do szafki, zabrałam podręczniki i oddałam kluczyk w sekretarjacie. Poczułam ulgę przechodzą przez próg drzwi. Dopiero wtedy doszło do mnie, że mam 2 miesiące przerwy i potem idę na studia. Nie wierzyłam jak ten czas szybko leci. Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy skrępowana witałam się z rówieśnikami. Teraz nawet się z nimi nie pożegnałam, nienawidziłam tej szkoły i całego otoczenia. Zza budynku wyłonił się mój domek. Szybko otworzyłam drzwi i rzuciłam torbę. Jak zwykle nikogo nie było. Rodzice w pracy,a siostra szlaja się gdzieś z chłopakami. Gdy czasem wertuje moje życie, stwierdzam, że jest beznadzieje. Matka i Ojciec pracoholicy,a siostra ćpun… A ja? Nie zastanawiając się nad własną wartością, powędrowałam szybko do kuchni. Z lodówki wyjęłam parę pierogów. Zagrzałam wodę i wrzuciłam je do garnka. Ciepłe wyłożyłam na talerz i we własnym tempie zjadłam. Wzięłam książki do pokoju. Tradycyjnie usiadłam przy biórku i zalogowałam się na facebook’u . Leniwie zjeżdżałam na dół strony, jendak nic ciekawego się nie wydarzyło. Gdy nabrałam ochoty, poszłam naszykować ciuchy na wyjście. Otworzyłam ogromną szafę, ale nic mi nie pasowało. Po półgodzinnym szukaniu, zdecydowałam się na czarne rurki i granatową koszulkę. Spojrzałam na t-shirt, głównym problemem był dekold… Wzięłam gładki podkoszulek na ramiączka i położyłam obok. Powinno być dobrze. W tym czasie poszłam wziąć kąpiel. Nalałam ciepłej wody i wiśniowego płynu. Zapach rozniusł się po całym pomieszczeniu. Szybko zdjęłam ubrania i wskoczyłam do wanny. Położyłam nogi na krawędzi i bez celu patrzyłam się na metaliczno-granatowy lakier na moich paznokciach. Od maleńskości pociągał mnie ten kolor. Zdecydowanie wolę go niż różowy. Relaksowałam się tak jeszcze jakąś godzinę, czysta wytarłam się i ubrałam w świeże ubrania. Wymodelowałam długie kasztanowe włosy i zrobiłam naturalny makijaż. Nie byłam zwolenniczką ciemnego makijażu, ale kreski to był mój atrybut. Poprawiając drugie oko, usłyszłam przychodzącą wiadomość. Na wyświetlaczy pojawił się napis „Lily” co raczej mnie nie zdziwiło.
„W co się ubrałaś? Xx”
To również nie wywołało u mnie emocji, było do przewidzenia. Znamy się od przedszkola i z dnia na dzień nasza więź jakby jest coraz silniejsza.
„Granatowa bluzka i rurki czarne. A ty? Xx”
Po sekundzie dosłownie dostałam wiadomość
„Mogłam się spodziewać :P Ja w fioletową sukienkę Xx”
Od razu cisnęło mi się tylko jedno słowo
„Standard Xx”
Więcej nie pisałyśmy. Dokończyłam makijaż. Było już po 19, a mamy być tam o 19.30. Szybko założyłam szpilki i spakowałam potrzebne dokumenty do torebki. Dom był tuż obok. Widziałam swoją przyjaciółkę, trzymającą wino. Spojrzałam na nią pytająco
-No nie mów, że nie będziesz piła- zakpiła. Nie skomentowałam
Weszłyśmy do środka. Muzyka gwaltownie mnie ogłószyła. Tłum ludzi w salonie poruszał się w rytm muzyki. Oczywiście znałam piosenkę, zapodaną przez DJ (Too close- Alex Clare). Lily pociągła mnie do środka. Jednak wyrwałam się jej i uciekłam w kierunku barku. Zdziwił mnie fakt, że organizator zamówił nawet barmana. Zamówiłam drinka i usiadłam na stołku. Obok mnie siedział wysoki, potężny czarnowłosy mężczyzna. Wyglądał młodo, a za razem dojrzale i tajemniczo. Nie mogłam się napatrzeć na jego rysy. Miałam wrażenie jakby je już widziała. Chłopak zapatrzony był w… nicość. Widocznie o czymś myślał. Miał ciemno brązowe oczy.
-Proszę- lekko puknął mnie facet w garniturze i podał mi drinka. Pociągnęłam łyka przez słomkę, nie odrywając oczu od przystojnego nieznajomego. W ułamku sekundy odwrócił się w moją stronę, a ja uciekłam wzrokiem na salon. Czułam jak krew we mnie buzuje i jak moje poliki zalała czerwień. Zaklęłam w myślach, gdy usłyszałam jego donośny głos…
-Znamy się?- zapytał zachrypnięty. Odważyłam się wrócić do niego wzrokiem.
-N…nie- odpowiedziałam, próbując przebić się przez hałas. On za to wrócił do pierwotnej pozycji i ślepo patrzył się w przestrzeń. Napój się skończył i musiałam iść siku. Wzięłam torebkę i poszłam w stronę toalet. Wychodząc wpadłam na jakiegoś chłopaka, po chwili poczułam jak przyparł mnie do ściany. Serce zaczęło mi przyspieszać. Mężczyzna był większy o głowę. Spojrzałam mu w oczy. Wbrew moim myślom to nie było on. Zaczęłam się bać, nikogo nie było w korytarzu. Było przerażająco ciemno. Nie widziałam dokładnie twarzy. Byliśmy za blisko. Czułam jego gorący oddech na mojej skórze. Jego ręka powędrowała w wewnętrzną stronę uda i przesuwała się w górę. Złapałam jego rękę i próbowałam ją odciągnąć, jednak on był za silny. Druga dłoń wylądowała pod moją bluzką. Nie mogłam się ruszyć. Zaczęłam się trzepać, wszystko byle by mnie póścił
-Nie szarp się, a będzie mniej bolało…- powiedział bardzo niski głos. Zamorowało mnie, stałam jak wryta i się nie ruszałam. Co on miał na myśli? Czułam gorące dłonie na moim ciele. Czułam się brudna, gdy zaczął pieściś moje pierści.
-Proszę…- powiedziałam niemalże błagalnym głosem.
-Uparta jesteś… przyzwyczaisz się. Skoro tak to przęjdę do sedna- zamarłam. Miałam rozchylone lekko usta, z trudnością łapałam powietrze, gdy wyciagnął mały nożyk. Uwolnił mnie od jego rąk, jednak nadal nie mogłam się ruszyć pod jego uciskiem. Sięgnął po moją rękę, stawiałam opór. Byłam w szkou myśląc co chce zrobić. Kolejny raz przegrałam z jego siłą. Zbliżył ostrze do mojej ręki w miescu kości promieniowej. Niespodziewanie z moich ust wydobył się jęk.
-Będę delikatny…- przysunął się bliżej mojego ucha i szepnął- obiecuję- powiedział namiętnie
Przełknęłam ślinę gdy poszułam jak wbija mi nóż. Ręka mi się trzęsła, jednak jemu to nie przeszkadzało. Torturował mnie mówiąc mi o jakiś miejscach, gdzie będzie mi lepiej. Ból był niewiarygodny gdy kreślił jakiś niezrozumiały wzór na sórze. Krzyknęłam, ale nie udało mi się przebić przez głośną muzykę. Łzy spływały jedna po drugiej robiąc czarne ślady na policzkach.
-Błagam… dosyć!- prosiłam. Po chwili odsunał się krok ode mnie. Korzystając z okazji szybko zerwałam się do wyjścia. Biegłam przez tłum, gdzieś w tle usłyszałam krzyk „Zoe! Zaczekaj!” Jednak spławiłam to i wybiegłam w panice na ulicę. Szybko otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Poczułam się bezpieczna zamykając dzrzwi.
-Zoe już jesteś?- usłyszałam głos mamy
-T…tak to ja!- odpowiedziałam roztrzęsiona.
Przeszłam szybko przez kuchnię zakrywając rękę.
-Boże, nic się nie stało? Makijaż masz rozmazany…
-Nic daj spokój idę spać- I uciekłam do pokoju. Oparłam się odrzwi głęboko oddychając by wyrównać puls. Osunęłam się na podłogę i podkurczyłam nogi. Cała się trzęsłam, było mi niesamowicie zimno. Zapaliłam światło, to co zobaczyłam jeszcze bardziej mną wstrząsnęło. Cała bluzka prawie była w krwi. Spojrzałam na rękę. Rana nie była głęboka, ale lało się z niej dużo krwi. Przemyłam ją wodą i dopiero wtedy zobaczyłam wzór były to… jakby dwa znaki nieskończoności połączone, że wyglądały jak krzyżyk. Zdjęłam z siebie brudne ubrania i weszłam znowu do wanny. Potem zrobiłam sobie opatrunek i przebrałam się w piżamę. Chciałam o tym szybko zapomnieć. Położywszy się na łóżku zgasiłam lampkę. Próbowałam usnąć, na marne. Ciągle chodził mi po głowie jego głos gdy ostrzegał, że nie będzie bolało. Cholera… w co ja się wpakowałam. Tysiąc pytań chodziło mi po głowie i na żadne nie znalazłam odpowiedzi. Była już 1 w nocy. Byłam wykończona. Ciągle płakałam, ta rana tak piekła… miałam wrażenie, że gdzieś już ten znak widziałam. Prawie dostałam zawału gdy usłyszałam wibracje telefonu. Nie wiedziałam czego się spodziewać. A co jeśli to on? Podniosłam prawą lewą, jednak ona zbyt mnie bolała by normalnie funkcjonowała. Zabrałam prawą telefon, na wyświetlaczu ukazała się „Lily” odetchnęłam z ulgą.
„Gdzie ty jesteś? Wszędzie Cię szukamy! Nic Ci nie jest? Martwię się Xx”
Uśmiechnęłam się słabo na widok, że ktoś się mną przejmuje. Ale to uczucie nie trwało długo gdy musiałam skłamać.
„Jestem w domu, źle się poczułam i wróciłam. Nie gniewaj się. Baw się dobrze Xx”
Odłożyłam telefon na półkę i odwróciłam się na lewy bok, który był mniej bolesny. Nie mogłam zasnąć, chociaż byłam zmęczona jak nigdy. W końcu po godzinie wymyślania historii jakie mogą mi grozić, zasnęłam.
____________________________________________________________________________
Od autorki: A więc tak zaczynamy odpowiadanie ;) Mam nadzieję, że się podoba. Proszę o komy ze szczerą opinią! ♥ Pozdrawiam ;)
Tagi: rozdział 1
13.07.2013 o godz. 14:08
Hej :)

Witam na moim blogu. Stworzyłam go głównie po to by zaspokoić swoje potrzeby (bez skojarzeń) jeśli chodzi o pomysły. Czytałam wiele opowiadań, głównie znanego Danger'a jak i Dark'a. Niestety nie zetknęłam się z powieścią o moim ulubionym członku zespołu czyli jak wiecie- Zaynie. Gdy przerobiłam wcześniej spotkane opowiadania, wpadłam na własny pomysł, który chciałabym upublicznić dla Was. Początek może nieco Wam przypominać DARK'a, jednak nie chciałam celowo kopiować treści. Uwierzcie mi, że będzie to zupełnie inna historia. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Rozdziały będą średnio co tydzień dodawane, ale będą długie ;) Pierwszy już jest prawie gotowy. Jesteście ciekawi? Wiecie, niektóre rzeczy muszą pozostać tajemnicą... ;)
Pozdrawiam Xx
Tagi: SECRET
11.07.2013 o godz. 22:43
Youre-Secret
Fanfiction- Zayn Malik
Skąd: Polska
O mnie: Pisanie to moja pasja, zwykłe hobby, któremu czasami daję się pochłonąć :) Może nie piszę jak J.K Rowling, jednak każdy od czegoś zaczynał. Pozdrawiam Xx
statystyki
sekcja użytkownika